Dobro, piękno, prawda i ich pochodne z dnia na dzień spadają w rankingach ważności. Kiedy nadejdzie moment, w którym nadzieję związaną z tym, że kryzys wychowania jest możliwy do przezwyciężenia, zaczniemy przekładać na konkretne działania?
Butelki rozrzucone pod blokiem, pety gaszone na klatkach schodowych, przekleństwa wchodzące w skład coraz większej liczby wypowiedzi…– co rusz zauważamy niedostatki współczesnego wychowania. Stopniowo dobro, zło i wartość moralna, przekształcają się w puste dźwięki. Dlaczego rzeczywistość, którą z uporem tworzymy, przestaje nam się podobać? Czyżby nadszedł przełomowy moment uświadomienia sobie, że osoba nie może być środkiem, tylko celem?
W chwilach całkowitego załamania – stety czy niestety zdarzają się one każdemu – przestaję wierzyć, że w szkole będzie pięknie, radośnie i dobrze. Czy jest to możliwe, skoro nadal większość społeczeństwa uważa, że solidna placówka to ta, w której dzieci uczą się więcej niż w pozostałych, a wyniki egzaminów wyróżniają się na tle – co najmniej – województwa. Przykre, że edukacja przestaje być okazją do zainteresowania maksymalizowaniem swojego rozwoju. Zamiast kierować się wartościami, których brak odczuwamy w życiu codziennym, skupiamy się na dyscyplinie, pilności i obowiązkowości. W jakich badaniach stwierdzono, że uczeń, który bez problemu wyrecytuje wiersz czy w mgnieniu oka poradzi sobie z algorytmami, będzie starał się nie krzywdzić drugiego człowieka? Kiedy udowodniono, że uczeń, który znajomość języka angielskiego ma opanowaną w stopniu zaawansowanym, powstrzyma się przed kradzieżą, pobiciem czy nieuczciwością?
Nie zaprzeczam, że wiedza jest ważna, jednak dobrze byłoby, gdyby do podstawowych zadań szkoły dołączyć choćby rozwijanie wrażliwości na odrzucenie patologii w stosunkach międzyludzkich, doświadczenie przez uczniów tego, że są ważni i potrzebni w społeczeństwie, wspieranie inicjatywy i samodzielności. Jak młodzież ma uczyć się skutecznie, jeśli brakuje jej poczucia akceptacji, bezpieczeństwa oraz wiary w siebie i w swoje umiejętności?
Momenty kryzysowe mijają szybko. Odrzucam złość na pseudopedagogów, którzy uważają się za świetnych tylko dlatego, że posługują się słownictwem niezrozumiałym dla innych. Przestaję narzekać na Ministerstwo Edukacji, niezaradnych dyrektorów i rodziców, którzy na temat swoich dzieci potrafią powiedzieć tyle, co nic. Biorę kartkę, zielonym długopisem zapisuję to, co mogę zrobić, aby było lepiej. Przecież samo się nie zmieni, prawda?