7 grudnia 2011

W GRUPIE SIŁA

Niemal wszyscy zdajemy sobie sprawę z tego, że szkoła i rodzina są dwoma uzupełniającymi się środowiskami wychowawczymi – ich partnerstwo ma znaczący wpływ na rozwój ucznia. Co zrobić, aby współpraca nauczyciela z coraz bardziej zapracowanymi rodzicami dawała pożądane rezultaty?

Młodzi ludzie wykorzystują słabszy nadzór rodzicielski, łamiąc zasady i normy. Trudno im się dziwić: wyedukowani głównie przez media są otwarci, ciekawi świata i nowych znajomości, często pozbawieni kompleksów oraz zahamowań. Wymaganie od opiekunów poświęcania większej ilości czasu oraz częstszego „doglądania” pociechy także nie przynosi zamierzonych efektów – zapracowani, często zastanawiający się, jak rozwiązać problemy życia codziennego, wierzą, że wiele spraw w młodzieńczym świecie rozwiąże się sama. Niejednokrotnie zrzucają te zadania na szkołę, otwarcie mówiąc, że powinna ona wychowywać i uczyć. Zapominają, że kilka godzin spędzonych z paroma nauczycielami nie jest rozwiązaniem. Idealną (choć niekoniecznie najprostszą) propozycją wydaje się być współpraca rodziców z pedagogami.

Nie ma co czekać na cud czy rewolucję – sporadycznie opiekunowie inicjują współpracę z nauczycielami. Powody są różne, jednak w takich sytuacjach to pedagog, jako osoba odpowiedzialna, zdająca sobie sprawę z tego, że kontakt z rodzicem jest niezwykle ważny w życiu swoich podopiecznych, powinien dążyć do poprawienia owych relacji. Jak? Nie istnieje jeden przepis gwarantujący sukces. Pewne jest, że nie należy się zniechęcać po porażkach, gdyż nawiązanie takiej relacji, szczególnie w szkołach, gdzie uczniowie wymagają większego zainteresowania, bywa trudne. 

Niezwykle ważne okazują się rozmowy i wzajemne wsparcie. Nauczycielka języka polskiego, którą poznałam, starała się to osiągnąć za pomocą telefonów komórkowych. Raz w tygodniu wysłała informację do rodzica, które zawierała pochwałę i mobilizację do dalszej pracy, np.: „Zaangażowanie Patryka znajduje swoje odzwierciedlenie w ocenach: kolejna piątka z matematyki, gratuluję!”, „Pomimo ostatnich problemów, Ada pilnie pracuje na lepszą ocenę z zachowania. Dzisiaj otrzymała kolejne punkty i pochwałę. Brawo!”. Okazało się, że pomysł ten nie wymagał dużych nakładów finansowych (wykupienie pakietu tanich wiadomości), a przyniósł wiele korzyści. Po kilku tygodniach rodzice sami zaczęli dopytywać o sukcesy i kłopoty swoich pociech. 

Problemem, który od lat pojawia się w wielu szkołach, jest brak pomysłu na zachęcenie rodziców do uczęszczania na zebrania. Niestety, przyczyniają się do tego sami wychowawcy, którzy spotkania te prowadzą schematycznie. Zmiana tych sytuacji także nie wymaga zbyt dużego wysiłku ze strony nauczycieli. Przykładem takiego działania jest podstawówka, gdzie wychowawcy systematycznie fotografowali ważne momenty w życiu dzieci, aby przygotować rodzicom prezentację multimedialną, ożywiającą nudne posiedzenie. Pomocne okazało się także wykonywanie kolorowych zaproszeń na plastyce, czy przygotowywanie sałatek owocowych na technice. Rodzice byli zachwyceni, mogąc podziwiać to, co wykonały ich dzieci.

Pomysłów na poprawę relacji nauczycieli z rodzicami jest tak dużo, że każdy pedagog może wybrać coś odpowiedniego dla siebie. Pozostaje odpowiedzieć sobie na pytania: Czy rzeczywiście zależy mi na kształtowaniu tych osobowości? Dlaczego zdecydowałem się na wykonywanie tego zawodu? Oby w sercach każdego nauczyciela pojawiły się podobne, optymistyczne odpowiedzi.

6 grudnia 2011

Prezentów czas

Zbliżające się święta stanowią idealną okazję do dyskusji na temat najważniejszych wartości w naszym życiu. Czy nauczyciele skorzystają z tej szansy? 

Z roku na rok obserwuje się coraz mniejsze zainteresowanie uczniów organizowaniem bożonarodzeniowych spotkań klasowych. Okazuje się, że pieczone kilka lat temu placki zostały zastąpione przez paluszki i chrupki, w miejscu herbaty znalazły się napoje gazowane, zaś magiczna atmosfera stała się pospiesznie „odbębnionym” rozdawaniem prezentów. Zauważają to nie tylko ci, dla których czas wojaży szkolnych zakończył się kilka lat temu. Podobne zdanie na ten temat można coraz częściej usłyszeć od najmłodszych.

Chciałoby się spytać, gdzie uciekła dawna magia? Gdzie podział się zwyczaj wykonywania ozdób papierowych, ubierania choinki, wspólnego przygotowywania sałatek? W pogoni za codziennymi problemami, coraz częściej o tym zapominamy. Absurd! – zapominamy o tym, co powinno być najważniejsze.

Dzieci jednej z bydgoskich szkół na pytanie, z czym kojarzą im się święta, odpowiedziały kolejno: prezenty, opłatek, sprzątanie. Nikt nie wspomniał o rodzinie, miłej atmosferze, rozmowach, dobrych uczynkach. Po głębszej analizie okazało się, że smażenia ryb kończy się kłótnią w kuchni, poranki związane są z wrzaskiem (przecież każdy musi zdążyć odkurzyć), a pobrudzenie białej koszuli barszczem jest niemal porównywalne do końca świata. Miejsce dla przybysza? Jest – formalnie. Rodzice nie ukrywają, że „przybłędy do domu by nie wpuścili”.

Ostatnio rozmył się tradycyjny świąteczny obraz. W pogoni za najnowszymi zabawkami, najmodniejszymi ubraniami, najciekawszymi kartkami, zapominamy o tym, co najważniejsze. Czy już nadszedł moment na refleksje? 

Nauczyciele mają kolejne pole do popisu: kolejny powód na zorganizowanie głębokiej rozmowy w szkole, uświadamiającej uczniom, co powinno być najważniejsze w tym szczególnym czasie. Czy wykorzystają szansę na kreowanie lepszej rzeczywistości? Okaże się już za kilkanaście dni.