Generowanie pomysłów na polepszenie sytuacji w polskiej szkole staje się coraz bardziej popularne. „specjaliści od wszystkiego” z chęcią oferują szkolenia i rozmawiają z dziennikarzami. Jaki wpływ ma to na zmianę rzeczywistości edukacyjnej?
Podziwianie innych zdarza mi się często, aczkolwiek nie wytwarza się w pośpiechu. Szaleństwo za nowymi pomysłami, głośnymi wydarzeniami, tym, co „na czasie”? Przydatne jako wiedza ogólna, jednak zazwyczaj nie przynoszące tego, co przynosić powinno. Znacznie korzystniejsze (uzupełniając: trudniejsze) jest zainteresowanie się elementami otaczającego środowiska. Sytuacjami i ludźmi sprawiającymi, że nasze drobne działania rozświetlają jeszcze bardziej. A przyznać trzeba, że zarówno tych pierwszych, jak i naszej aktywności, nie brakuje.
Anna Tatarewicz (przykład numer jeden, choć drugi, trzeci i tysięczny pojawiłyby się bez problemów), poznana przypadkowo, wywiera wrażenie pozytywne. Nie zmienia to faktu, że wiele osób dziwi się, gdy dowiaduje się o jej dokonaniach. Aktualnie czyta się, że to „bardzo przedsiębiorczą studentka filologii polskiej, która sprawia, że świat wokół jest choć odrobinę lepszy. I bardziej uśmiechnięty. Pochłonięta projektem Akademia Przyszłości. Namówiła do współpracy Uniwersytet Kazimierza Wielkiego, który później został również oficjalnym patronem projektu, tak jak Kujawsko-Pomorskie Kuratorium Oświaty. Z konieczności i w biegu nauczyła się pisać wnioski o wszystko; salę koncertową Copernicanum UKW, nagłośnienie, napoje czy drożdżówki.”
Zastanawiam się, ile nie mniej zaangażowanych osób studiuje na naszych uczelniach? Ilu naszych znajomych robi coś „ponad”? O ilu dowiadujemy się z gazet, do kogo podejdziemy, gratulując serdecznie, zapewniając o naszym wsparciu? Ilu z nich zostanie zaproszonych na godziny wychowawcze, aby uświadomić młodym ludziom, że często ciężka praca wystarczy, aby zmieniać świat?
Moda na głośną krytykę i narzekanie – zwłaszcza w świecie ostatnich wydarzeń politycznych – pochłania nas coraz bardziej. Nic dziwnego, że obrywa się także szkołom, które przecież w rankingach niezadowolenia od wielu lat nie spadają z podium. Pozostaje pytanie, gdzie w tym wszystkim jesteśmy my? Co robimy każdego dnia? Ilu z nas mogłoby powiedzieć tym z rzekomo wyższej półki: „Zobacz co ja robię, dlaczego nie weźmiesz ze mnie przykładu?”.
Mówienie o pomysłach na uzdrowienie rzeczywistości skuteczne nie jest, jednak zamienienie go na działanie, wymaga sporo odwagi, chęci, determinacji. Czego jeszcze nam brakuje, aby zacząć starania?
Podziwianie innych zdarza mi się często, aczkolwiek nie wytwarza się w pośpiechu. Szaleństwo za nowymi pomysłami, głośnymi wydarzeniami, tym, co „na czasie”? Przydatne jako wiedza ogólna, jednak zazwyczaj nie przynoszące tego, co przynosić powinno. Znacznie korzystniejsze (uzupełniając: trudniejsze) jest zainteresowanie się elementami otaczającego środowiska. Sytuacjami i ludźmi sprawiającymi, że nasze drobne działania rozświetlają jeszcze bardziej. A przyznać trzeba, że zarówno tych pierwszych, jak i naszej aktywności, nie brakuje.
Anna Tatarewicz (przykład numer jeden, choć drugi, trzeci i tysięczny pojawiłyby się bez problemów), poznana przypadkowo, wywiera wrażenie pozytywne. Nie zmienia to faktu, że wiele osób dziwi się, gdy dowiaduje się o jej dokonaniach. Aktualnie czyta się, że to „bardzo przedsiębiorczą studentka filologii polskiej, która sprawia, że świat wokół jest choć odrobinę lepszy. I bardziej uśmiechnięty. Pochłonięta projektem Akademia Przyszłości. Namówiła do współpracy Uniwersytet Kazimierza Wielkiego, który później został również oficjalnym patronem projektu, tak jak Kujawsko-Pomorskie Kuratorium Oświaty. Z konieczności i w biegu nauczyła się pisać wnioski o wszystko; salę koncertową Copernicanum UKW, nagłośnienie, napoje czy drożdżówki.”
Zastanawiam się, ile nie mniej zaangażowanych osób studiuje na naszych uczelniach? Ilu naszych znajomych robi coś „ponad”? O ilu dowiadujemy się z gazet, do kogo podejdziemy, gratulując serdecznie, zapewniając o naszym wsparciu? Ilu z nich zostanie zaproszonych na godziny wychowawcze, aby uświadomić młodym ludziom, że często ciężka praca wystarczy, aby zmieniać świat?
Moda na głośną krytykę i narzekanie – zwłaszcza w świecie ostatnich wydarzeń politycznych – pochłania nas coraz bardziej. Nic dziwnego, że obrywa się także szkołom, które przecież w rankingach niezadowolenia od wielu lat nie spadają z podium. Pozostaje pytanie, gdzie w tym wszystkim jesteśmy my? Co robimy każdego dnia? Ilu z nas mogłoby powiedzieć tym z rzekomo wyższej półki: „Zobacz co ja robię, dlaczego nie weźmiesz ze mnie przykładu?”.
Mówienie o pomysłach na uzdrowienie rzeczywistości skuteczne nie jest, jednak zamienienie go na działanie, wymaga sporo odwagi, chęci, determinacji. Czego jeszcze nam brakuje, aby zacząć starania?