7 maja 2012

HEJ, PRZYGODO!

Maj i czerwiec to miesiące, w czasie których wielu wychowawców decyduje się na klasowe wyjazdy. Choć część z nich stara się dopasować program do indywidualnych potrzeb uczniów, sami zainteresowani nie wykazują dużego optymizmu. Często można usłyszeć, że wycieczki szkolne są – po prostu – nudne.

Niestety, nadal zdarza się, że uczniowie nie mają możliwości, aby zdecydować, gdzie chcieliby spędzić czas z rówieśnikami. Argumentuje się to niezbyt trafnymi wyborami dzieci: przecież na wycieczce trzeba zwiedzać, uczyć się, poznawać. O ile z tym stwierdzeniem mogę się zgodzić, nie rozumiem, dlaczego czynności te są niemożliwe do realizacji podczas spaceru po mieście czy weekendu w mniej znanych miejscowościach. Czy pogoń „od muzeum do muzeum” rzeczywiście kształtuje pożądane postawy?

W szóstej klasie, w ramach nagrody, pojechaliśmy do Warszawy. Wszyscy byli pobudzeni, nie mogąc się doczekać odwiedzin stolicy. Długa podróż nikogo nie przerażała: dwa dni w sercu Polski, niewyobrażalna atrakcja! Potrzebne było kilka godzin, aby zrozumieć, że – mimo tego, iż nasza wychowawczyni była „najlepsza na świecie” – wycieczka okaże się porażką. Maraton, który nam zafundowano: bieganie od jednego budynku do drugiego, byle szybciej, byle sprawniej, byle więcej zwiedzić, okazał się abstrakcją. Im więcej widzieliśmy, im tempo było szybsze, tym w naszych głowach zostawało mniej wiadomości. Pojawiały się natomiast zmęczenie, irytacja i złość.

Kolejną „wycieczkową” blokadą jest cena – często aspekt decydujący o tym, ilu uczniów spędzi czas w gronie rówieśników. Niestety, równie często nauczyciele zapominają o tym fakcie. Przykładem takiego działania jest wycieczka uczniów szkoły podstawowej, którzy wybierają się na jeden dzień do oddalonej o dwieście siedemdziesiąt kilometrów miejscowości. Wiele godzin spędzonych w autobusie po to, aby zobaczyć dwa muzea, fontannę i pomniki. Atrakcje (nie)warte 180 zł. Na szczęście, garstka dzieci (9 osób) będzie miała okazję zwiedzić popularne miasto, opowiadając później o wycieczce rówieśnikom.

Moje zdziwienie było ogromne – na szczęście w pozytywnym tego słowa znaczeniu – gdy ostatnio usłyszałam wypowiedź nauczycielki: „Podczas dwudniowej wycieczki uczniowie współorganizują pobyt. Ja odpowiadam za część edukacyjną – oni wybierają to, co ich relaksuje, na co mają ochotę.” Wreszcie ktoś zrozumiał i przekazuje dalej prawdziwą ideę wycieczki. Wreszcie – po tylu latach nauki – miałam możliwość poznania takiej wersji.

Nauczyciele (a przynajmniej część, której dotyczy ta historia) powinni zrozumieć (sami, za pomocą rodziców lub dzieci), że jedyną atrakcję wycieczek szkolnych nie jest edukacja. Uczniowie, po miesiącach ciężkiej pracy, chcą odpocząć, zintegrować się, spędzić miło czas. Czy te cele rzeczywiście są niemożliwe do połączenia?

10 komentarzy:

  1. Stara prawda mówi "podróże kształcą" :) I wycieczek szkolnych powinno być więcej - tylko oczywiście przemyślane. Bo robienie wycieczki tylko po to by pokazać że się robi - jest po prostu głupim marnowaniem środków. Samych możliwości jest wiele - parki narodowe, ogrody, zamki, planetaria (no dobrze, tych ostatnich akurat niewiele). Niegłupie byłyby także wycieczki do różnych zakładów produkcyjnych - pokazać warunki pracy albo procesy technologiczne ... Ale oczywiście trzeba zadbać odpowiednio o kogoś kto w sposób ciekawy i merytoryczny o wszystkim opowie, nauczyciel nie zawsze się do tego nadaje.
    A niestety wycieczek nie robi się tyle ile powinno, bo przeszkodą są (jak zwykle) pieniądze... Rodzice nie zawszą są w stanie sfinansować wszystkich możliwych wyjazdów. Niby mamy "darmową" edukację ale nie w przypadku wyjazdów szkolnych - no i jak to wygląda gdy na wycieczkę jadą tylko dzieci rodziców których na to stać ?
    Inna sprawa że dzisiejsza młodzież - "ech, ta dzisiejsza młodzież..." ;) - jest znudzona "jak mopsy", to pokolenie spędza głównie czas przed monitorem komputera/telewizora, wydaje się im że wszystko już widzieli i nic nie jest w stanie ich zaskoczyć... Tym samym stworzenie prawdziwie atrakcyjnego wyjazdu, z którego jeszcze coś wyniosą jest prawdziwym wyzwaniem :)
    Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Grzegorz,

      rzeczywiście, podróże kształcą, więc przemyślanych wycieczek powinno być więcej. Ciekawy jest pomysł z zakładami produkcyjnymi - z takich wycieczek na pewno można byłoby więcej zapamiętać niż z teoretycznych przekazów na lekcjach.

      Nawiązując do cen - dlaczego nie można robić tańszych wycieczek? Czy tańsze = gorsze? Jestem przekonana, że NIE. Tutaj liczy się nauczyciel, jego pomysły, chęci, zaangażowanie.

      Pozdrawiam! :)

      Usuń
  2. Ciekawe, relaksujące wyjazdy są możliwe! :)

    Pewnego pięknego majowego dnia pojechaliśmy na 5 dni na Zieloną Szkołę w cyrkowym stylu. Mieliśmy się dobrze bawić... Ale po pierwszym dniu... Nikt już nie miał ochoty wracać do cyrku :) Więc, nasza wychowawczyni, z pomocą, jak sądzę, rodziców zorganizowała szybko przeprowadzkę o 10 km do akurat wolnego pensjonatu. I było fajnie, odpoczynek, gry w piłkę siatkę... :) Tylko tyle, że nas okradziono... No ale to już niczyja wina, że zostawiliśmy otwarte okna :)

    W liceum nie było żadnych dłuższych jednodniowych wycieczek... Żałuję, ale cóż :) Miło wspominam podstawówkę i gim.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mikołaj,

      na pewno niewielu nauczycieli zgodziłoby się na takie zmiany. Jestem pełna podziwu. :)

      Usuń
  3. Znowu poruszyłaś ciekawą kwestię. Z mojej strony chciałabym dopowiedzieć, że nauczyciele organizują często wycieczki w bardzo odległe miejsca, które z tego powodu są bardzo drogie nawet w przeliczeniu na jedną osobę. Dodatkowo dzieciaki nie mają często specjalnego wyboru np. na Mazury albo nad morze. I to, i to wyjdzie drogo, bo stosunkowo daleko i obie te wycieczki (załóżmy, że trzydniowe) na pewno nie zamkną się w 200zł/os. Nie zapominajmy o rodzicach, którzy są głównymi sponsorami wszelkich wyjazdów dzieci. Ci mniej zamożni mając do wyboru jedną z dwóch powyższych opcje mają nieco innych wybór: wydobędę skądś te 2-3 stówy albo nie. Może państwo albo samorządy mogłyby dofinansowywać wycieczki? A nauczyciele może zechcieliby pokazywać dzieciom rodzime regiony, w których jest mnóstwo atrakcji turystycznych i miejsc kształtujących naszą lokalną świadomość? To z pewnością byłoby tańsze.
    Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Anonimowy,

      nie sądzę, aby samorządy finansowały wycieczki (taka opcja istnieje teraz tylko dla tak zwanych "osób potrzebujących"). Nie uważam też, że to jest dobre rozwiązanie. Zgadzam się z pokazywaniem rodzimych regionów. Niestety, nadal brakuje nauczycieli z pasją, tych, którzy są w stanie dzwonić, negocjowac, zorganizowac loterię fantową, z której zebrane pieniądze przeznaczą na ten cel. Nauczycieli, którzy nie musza jechać daleko, aby pokazać, że "podróże kształcą". To chyba jest największym problemem. Pozdrawiam!

      Usuń
    2. Zdaję sobie sprawę z faktu, że prawie niemożliwe jest, żeby wszystkie samorządy finansowały wycieczki, ale pomarzyć można :). Są jednak gminy, które tak robią, ale oczywiście te bardziej zamożne - można pomarzyć, aby duże miasto dawało jakąś kasę dla szkół na wycieczki.

      Usuń
    3. Anonimowy,

      pomarzyć - dokładnie. Ja te pieniądze wolałabym przeznaczyc na zakup pomocy eudkacyjnych, książki, przystosowanie sal do nauki... Kwestię wycieczek naprawdę mogą rozwiązać nauczyciele.

      Usuń
  4. Dzisiaj w szkołach faktycznie tak wyglądają wycieczki. Uczniowie najlepiej wspominają transport i noclegi :D Jestem świadomy, że jest obowiązek pójścia do jakiegoś miejsca, by uczniowie czegoś nowego się dowiedzieli, ale np. warto by było znaleźć miejsce tanie, a wcale nie takie nudne i teoretyczne. Muzeum chleba i szkoły w Radzionkowie, Muzeum Postawia Warszawskiego w Warszawie, Kościół w Gdańsku-Oliwie - to miejsca, które wspominać znakomicie.
    Pamiętam jeszcze z podstawówki, wycieczkę do Krakowa, w którym zwiedziliśmy w ciągu 10 minut sukiennice i kościół mariacki, a reszta(20 minut) była poświęcona na McDonald - potem powrót. Organizacja fest! :)

    OdpowiedzUsuń
  5. U nas wyjazdy są całkiem inne od zwiedzania Moskwy (10 dni 1300 zł), Lwowa, Wilna,Korsyki poprzez spływy kajakowe, wyjazdy przyrodnicze, zielone szkoły wspinaczkowe i rowerowe. Zajrzyj sama http://www.facebook.com/pages/Samorz%C4%85d-Szkolny-Gimnazjum-Przymierza-Rodzin-nr-2-im-Jana-Twardowskiego/278797208854000

    OdpowiedzUsuń