25 sierpnia 2011

BELFER POTRZEBNY OD ZARAZ

Gdzie Ci nauczyciele, prawdziwy tacy... – chciałoby się zaśpiewać za Danutą Rinn. Jak to możliwe, że będąc w europejskiej czołówce, jeśli chodzi o odsetek wykształconych pedagogów, nie możemy ich znaleźć?

Edukacja niewzruszenie koncentruje się na przekazywaniu wiedzy teoretycznej. Stan ten nie zmienia się od lat, choć większość z nas doskonale zdaje sobie z tego sprawę. Czy można temu zaradzić, skoro nawet nauczyciele, przygotowując się do nauki zawodu, nie nabywają umiejętności interpersonalny? Nie, jeśli o rozwój tych obszarów nie zadbają sami.

Cóż dziwnego w tym, że - w odróżnieniu od przedstawicieli innych profesji zaufania publicznego - pedagog jest tym, którego postrzega się pobłażliwie? Czy można inaczej wypowiadać się na temat kogoś, kto dyscyplinę w klasie potrafi utrzymać najczęściej poprzez wzbudzenie strachu? Na temat tego, który wiecznie jest obciążony papierkową robotą, przez co brakuje mu czasu na efektywne nauczanie swojego przedmiotu podczas lekcji? Przecież „dzieci są bardzo trudne, rozgadane, nie uważają, źle czytają, piszą z błędami, osiągają słabe wyniki w nauce i raczej nie rokują sukcesów”– takie środowisko musi powodować stres i frustrację. Przykre, że kreowanie tego otoczenia w większości zawdzięczamy nie komu innemu, jak właśnie nauczycielom.

Pamiętasz nauczyciela, który nie mówił źle o Tobie i Twoich kolegach? Tego, który zawsze szukał, co więcej, potrafił znaleźć dobre cechy nawet u najgorszych rozrabiaków? Opowiadającego ze wzruszeniem o - wydawałoby się - nieistotnych sprawach? Pamiętasz, jak wszyscy się do niego garnęli, bo dawał poczucie bezpieczeństwa, pomagając odnaleźć się w nowej rzeczywistości szkolnej? Podczas trwającej piętnaście lat edukacji miałam przyjemność poznać dwie takie osoby. Z uśmiechem smutku muszę przyznać, że jestem szczęściarą.

Nie od dziś wiadomo, że lepiej zapobiegać, niż leczyć. Dlaczego więc nadal – chyba nie przesadzę, jeśli przyznam, że wręcz w coraz większym stopniu - najważniejsze są programy i pieniądze, nie człowiek? Jakim prawem na niemal każdym kroku krytykujemy zagubionych piętnastolatków, skoro my, wiedząc, jak silnie słowa wpływają na relacje między ludźmi, zamiast wspierać i motywować, demobilizujemy i zniechęcamy? Wykorzystujemy uprzywilejowaną pozycję, odbierając tym samym możliwość stawiania pytań. Co to za mistrz, który koncentruje się tylko na sobie, redukując uczniów do roli biernych słuchaczy?

Nigdy nie wątpiłam w to, że nauczyciele mają ogromną wiedzę. Problem polega na tym, że nie potrafią komunikować się z uczniami. Nie wiedzą, co i jak mówić, by wyzwolić aktywność uczniów i zmotywować ich do nauki. Tym samym tkwią w schematach komunikacyjnych, które dają im poczucie władzy i uprzywilejowania. Tak jest łatwiej, szybciej, z mniejszą ilością problemów. Lepiej? A od kiedy w szkole musi być lepiej?

W ciągu dwóch lat studiów nauczyłam się, jak przekazywać wiedzę i realizować program. Niestety, moje wiadomości na temat wyzwolenia aktywności uczniów i zmotywowania ich do nauki nadal są znikome. Jednak walczę. Nie chcę, aby dialog pomiędzy mną a moimi uczniami był pozorny. I choć w naszym kraju od zawsze brakuje pieniędzy na oświatę, nieustannie trzeba dostosowywać się do zmiany struktur, programów i wymagań, chcę przyczynić się od tego, aby podopieczni nie kojarzyli szkoły z karą. Wybierając zawód nauczyciela, należy sobie uświadomić, że jesteśmy odpowiedzialni za wydobywanie z dzieci tego, co w nich najlepsze i najcenniejsze. Dlaczego tak niewiele osób o tym pamięta?

24 komentarze:

  1. Nie może być też tak, że każdy "z ulicy" może zostać n-lem. Jest wiele osób, które posiadają ogromną wiedzę, ale nie umieją BYĆ PEDAGOGAMI.!Tytuł mgr nie jest miarą tego, czy ktoś jest dobrym n-lem , czy złym. Na studiach podobnie jest ze średnią ocen, nie jest tak, że ten z tą wyższą będzie lepszy w zawodzie, bo nie ma zdolności (czy to interpersonalnych, czy w ogóle przekazywania wiedzy). Ale niestety tak nie jest, dzis, n-lem może zostać każdy - (co uważam za błąd). Bo żeby na twarzach uczniów rysował się uśmiech, nauczyciel też musi być szczęśliwy( a nie stereotypowy i zmęczony pracą).

    OdpowiedzUsuń
  2. Anonimowy,

    podpisuję się pod Twoją wypowiedzią. Mam nadzieję, że ludzie zaczną nabierać przekonania co do swoich poglądów, wiedzy na temat tego, jak być powinno i zaczną tego wymagać od tych, którzy uczą ich dzieci.

    OdpowiedzUsuń
  3. ekarina.blog.pl25 sierpnia 2011 12:26

    Ja ostatnimi czasy zawiodłam się bardzo na przedstawicielach nauczania początkowego. Oczywiście nie w takim sensie, że na nauczycielach dziecka(bo takiego nie posiadam). Raczej tak społecznie się zawiodłam. Nie chcę teraz ziać i marudzić, ale mam głęboką nadzieję, że ci przedsatwiciele tego zawodu, których zostałąm zmuszona poznac, nie są reprezentacją całości. Strach pomysleć, że nasze dzieci mogliby uczyć tacy ludzie.

    OdpowiedzUsuń
  4. Hej

    Myślę że wielu tych "złych" nauczyli miało kiedyś bardzo podobne poglądy do Twoich. Porażki życia codziennego, brak pieniędzy na utrzymanie własnej rodziny, strach przed każdym kolejnym dniem. Te i inne wydarzenia zmieniają z czasem wszystkich Nas. Zmieniają w taki sposòb, że zaczynamy myśleć tylko o sobie bo do tego zmusza nas świat. Tak już jest i będzie chociaż nie powinno. Życzę Ci aby ten problem nie dosięgnął i Ciebie.

    OdpowiedzUsuń
  5. Ekarina,

    jeśli zaczniemy o tym głośno mówić, może coś się zmieni, może zauważymy tych 'prawdziwych, dobrych' nauczycieli, którzy często nie mają siły, aby pokazywać, że stereotypowe myślenie w tym przypadku jest błędem.

    Anonimowy,

    nie wiem, jakie poglądy mieli "źli" nauczyciele, aczkolwiek z tego, co obserwuję, wnioskuję, że ich opinie bardzo szybko uległy zmianie (więc czy rzeczywiście były one dla nich takie ważne?). Mimo porażek życia codziennego, braku pieniędzy i innych problemów, można być wspaniałym nauczycielem, co niektórzy pokazują. Masz rację, wydarzenia nas zmieniają, jednak dla mnie nie jest to argument, którym posłużyłabym się starając się wytłumaczyć problemy współczesnej szkoły. Świat my kreujemy, więc zróbmy coś, aby funkcjonował tak, jak powinien. Jeśli wychodzimy z założenia 'tak już jest i będzie' - chyba nie ma o czym dyskutować. Bez próby walki zakładamy, że nie ma ona sensu - tak powinno być?

    OdpowiedzUsuń
  6. Dobrze, że o tym mówisz. Fajnie, że jest osoba, która chciałaby zrobić z tym porządek, ale czy w tym cholernym kraju będziesz miała siłę przebicia?

    OdpowiedzUsuń
  7. Anonimowy,

    spróbujesz ze mną o to powalczyć?

    OdpowiedzUsuń
  8. Jak dobrze ze ktos wreszcie o tym pisze! I to jakim stylem - szacunek!

    OdpowiedzUsuń
  9. Dlaczego zatrudnia się takich nauczycieli? Dlaczego nie ma miejsca dla nowych, zdeterminowych, tych którzy to kochają? To ma być kraj rozwijający się? Ja w szkole miałam może 3 nauczycieli o których piszesz w artykule. ŻENUJĄCE! Co robi ministerstwO??

    OdpowiedzUsuń
  10. Szczerze mówiąc, też nie poznałam wielu nauczycieli 'z powołaniem'. Myślę, że nie miałam złych nauczycieli, których wspominam ze złością, ale większość była nijaka. Tak, nijaka, przychodziła do szkoły odbębnić swoje parę godzin. Ja to tak widziałam, a przecież każdy nauczyciel jest PEGAGOGIEM. Być może też będę nauczycielem i chciałabym, właśnie jako pedagog, być świadoma tego, że biorę odpowiedzialność za to, czego nauczyłam i jaka byłam w stosunku do uczniów.

    OdpowiedzUsuń
  11. Kleo,

    dziękuję za miłe słowa. Mam nadzieję, że z czasem więcej osób zwróci uwagę na ten problem.

    Anonimowy,

    z tego co obserwuję, ministerstwo zajmuje się biurokracją, bo w szkołach nie zmienia się zbyt dużo (chyba, że na gorsze - tego nie liczę).

    Anonimowy,

    określenie idealnie pasujące do opisu współczesnej szkoły. Jeśli będziesz nauczycielem, życzę Ci, aby nikt nie użył go w stosunku do Ciebie.

    OdpowiedzUsuń
  12. Szkoła Polska jest 200 lat za holenderską, niemiecką, francuską... masakra! miałem okazje uczyc sie za granice 3 lata, bez porownania z polskim bagnem.

    OdpowiedzUsuń
  13. Zgadzam się z tezami postawionymi w tym artykule. Nauczyciel to zawód z misją. Musi on nie tylko posiadać wiedzę, ale musi ją także umieć przekazać uczniom. Życzę Tobie żebyś była taką nauczycielką jak te dwie osoby, które poznałaś podczas 15 lat edukacji. Pzdr
    krzysztofsiuda.pl

    OdpowiedzUsuń
  14. Anonimowy,

    z 'bagnem', jak to nazwałeś, trzeba zrobić porządek. Narzekanie nie przyniesie efektów.

    Krzysztofie,

    dziękuję za miłe słowa. Mam nadzieję, że właśnie takim nauczycielem będę w przyszłości.

    OdpowiedzUsuń
  15. Pytanie nr jeden: "Dlaczego nauczyciele, osoby, które pracują z dziećmi, nie mają testów psychologicznych??". Rozumiem, że to duży koszt dla Państwa, ale co to za kraj, który oszczędza na medycynie i edukacji?

    OdpowiedzUsuń
  16. Marek250.blog,

    rozumiem Twoje podejście. Takie rozwiązanie uważam za dobre, jednak na chwilę obecną nie powinniśmy tego rozważać (powód oczywisty: brak pieniędzy). Nie uważasz, że my także możemy wcielić się (po części) w rolę psychologów? Dlaczego nie reagujemy na negatywne zachowania nauczycieli? Chyba warto zacząć.

    OdpowiedzUsuń
  17. Zawód nauczyciela jest pod pewną kwestią podobny do zawodu lekarza - wiedza to nie wszystko. Czasami nawet umiejętności zawodowe to nie wszystko. Trzeba czuć to coś w środku.

    OdpowiedzUsuń
  18. Po przeczytaniu wpisu jestem już pewna, że mam do czynienia z kimś, kto będzie nauczycielem z powołania. Bycie nauczycielem to posłannictwo. Nie każdemu to się udaje, próbować jednak trzeba. Powodzenia.

    OdpowiedzUsuń
  19. niestety mało jest pedagogów z powołania, a nawet jak próbują to biurokracja ich stopuje, znam wiele przykładów, że nauczyciele chcięli, ale niestety tylko na chceniu się skończyło, bo albo to albo coś innego blokowało
    ikea

    OdpowiedzUsuń
  20. Odnajdziesz-siebie,

    masz rację. Myślę, że większość zawodów jest taka, ale w pogoni za pieniędzmi, często o tym zapominamy (niestety).


    Halla,

    dziękuję. Wierzę, że tak będzie.


    Carrantuohill,

    rozumiem, że biurokracja jest dużym utrudnieniem, ale czy właśnie przez ową biurokrację nauczyciele zapominają o sprawiedliwości? Czy przez biurokracje nie ma ciekawych zajęć? Nie sądzę.

    OdpowiedzUsuń
  21. Nauczyciel z powołania - to pewien kłopot, bo mamy do czynienia z ilością 600.000. A przecież mamy kłopot z jedenastoma facetami z powołania di kopania piłki. Dlatego proponuję inne spojrzenie: nauczyciel profesjonalista. Oczywiście zaraz nasuwają się pytania: co to znaczy, jakie ma cechy profesjonalista i jak to się robi ? O tym można porozmawiać. Pierwsze hasło: nauczycielem się nie jest, lecz staje się ciągle, aż do emerytury. Bycie nauczycielem profesjonalistą = proces ciągłego rozwoju.

    OdpowiedzUsuń
  22. Wiesławie,

    przyznaję całkowitą rację co do tego, że nauczycielem stajemy się ciągle, aż do emerytury. Sądzę też, że aby być nauczycielem - profesjonalistą, trzeba wykonywać ten zawód z pewnego powołania. Pasji nie da się nauczyć, a w tym wypadku jest niewątpliwie konieczna. Trzeba więc trochę zmodyfikować sposób zdobywania uprawnień, który teraz jest wręcz komiczny. Wystarczy trochę 'odbębnić' pedagogikę, dydaktykę...i ma się papierek.

    OdpowiedzUsuń
  23. Odwiedziłem i przeczytałem z duzym zainteresowaniem treść artykułu oraz dyskusję.Bardzo interesujące.
    Z jednym się nie mogę zgodzić. Piszecie, że nauczycielem się jest do emerytury. To nie jest tak. Nauczycielem się jest do śmierci.Przecież nawet nie trzeba mówić aby nauczać. Czasem wystarczy publikować, lub po prostu być tam gdzie są ludzie, gdzie patrzą na nasze zachowanie czy postawę wobec jakiegoś zdarzenia lub problemu.
    Ja właśnie od 1 września przechodzę na emeryturę.Mam nadzieję, że ponad 1300 moich znajomych z Nk i około 600 z fb - w ogromnej wiekszości byłych uczniów zechce utrzymywać kontakt ze mną i w części czytać mojego bloga.A propos bloga. Polecam Ci Sandro taki tekst:
    http://tatulowe.blog.onet.pl/Belfer-roku,2,ID373998509,n
    Pozdrawiam i czekam na komentarz

    OdpowiedzUsuń
  24. Tatul,

    chodziło mi o to, że bycia nauczycielem uczymy się do emerytury, podczas każdych zajęć (nie tylko szkolnych). Masz rację, że emerytura w tym wypadku nie niszczy wcześniejszej pracy. Po praktykach w szkole podstawowej zauważyłam, że ogromną radość sprawia mi to, co dzieje się poza nią: wiadomości wysłane przez dzieci, kartki z okazji Walentynek, miłe słowo podczas spaceru... - to dzieci robiły bez strachu ('jeśli nie przymilę się, dostanę złą ocenę'). Fantastyczne uczucie.

    Wierzę, że treść notek przekłada się na rzeczywistość, więc nie wątpię w to, że znajomi (i Ci z nk, i fcb) będą z chęcią utrzymywali kontakt.

    Jak dobrze, że są tacy nauczyciele! :)

    (notkę skomentuję na blogu)

    OdpowiedzUsuń