Ciągłe narzekanie, oprócz drastycznego pogorszenia humoru, nie przynosiło nic w zamian. Może warto byłoby przeznaczyć energię na coś bardziej konstruktywnego?
Jedni od zawsze chcą być piosenkarzami, inni od urodzenia wykazują predyspozycje taneczne. Moje od zawsze także istniało, jednak związane było z zawodem nauczyciela. Podbieranie nowych zeszytów rodzicom tylko po to, aby założyć dziennik lekcyjny, wszystkich bawiło. Podobnie jak biurko zrobione z deski do prasowania, czy ławki – stare krzesła z przyklejonymi zdjęciami. Zabawnie przestało być, gdy tuż przed maturą stwierdziłam, że moja dziecięca pasja zostaje kontynuowana: „filologia polska: z miłości do książek, dzieci, a przede wszystkim – z miłości do siebie”. Na kibicowanie w drodze po sukces liczyć nie mogłam.
Wiele lat zajęło mi uświadomienie sobie, że nauczyciel to nie zawód, lecz powołanie i nieustająca pasja. Nauka zaś (bo trzeba spojrzeć także z tej strony) nie jest przekazywaniem suchych faktów, lecz zamierzonym przewodnictwem, które nie dzieje się przypadkowo. Czy z taką wiedzą i zapałem mogłam napotkać większe trudności? Owszem – okazało się nimi zderzenie z rzeczywistością.
Dlaczego tak niewielu z nas decyduje się odważnie zaangażować na rzecz zmiany edukacji szkolnej? Czy naprawdę musimy oglądać się na innych – tych leniwych Państwa Poważnych, którzy będą pracowali dopiero wtedy, gdy dostaną podwyżkę? Czekamy na to, aż przedstawiciele centrum oświatowego zmienią współczesną szkołę? Ja z tych rozgrywek się wypisuję. Kontakt z bydgoskimi placówkami edukacyjnymi uświadomił mi, że są ludzie, którym zależy na wyjściu naprzeciw rzeczywistości, zmian w środowisku kształcenia. Na co więc czekać?
Dzielenie się swoimi myślami w Internecie jest krokiem ku zmianom. Wprowadzanie innowacji w nauczaniu jest konieczne, jednak zdaję sobie sprawę, że wielu nauczycieli, w których sercach pojawia się bunt, często wybierają wersję „lepiej przemilczeć”. Powinniśmy przeciwstawiać się żądnym władzy, goniącym za poklaskiem „prestiżowcom”, jednak zmiany zacznijmy wprowadzać w najbliższym środowisku. Może najwyższy czas zacząć mówić publicznie o zjawisku moralnego zła w postawach niektórych pedagogów? Wszak „Przede wszystkim obserwuj dzieci, ucz się je rozumieć i kochać, dopiero wówczas nauczysz je czytać.”
Z niecierpliwością czekam na dalsze wpisy. Wierzę że będą równie intrygujące jak ten. Powodzenia!
OdpowiedzUsuń:) Powodzenia w pisaniu !! Mam nadzieję że nie będzie to walka z wiatrakami :) :*
OdpowiedzUsuńteż lubię działanie a nie gadanie:) życzę sukcesów i pozdrawiam :)
OdpowiedzUsuńTo jest autentyczne... to jesteś cała Ty! Choćby było ciężko idź tą drogą i buntuj się dalej. :)
OdpowiedzUsuń- Kasia
Dziękuję za słowa wsparcia. Nowe wpisy pojawią się niebawem. (; Nawiązując do walki z wiatrakami - wydaje mi się, że nawet jeśli by tak było, warto. Warto pokazać, że ktoś jest przeciwny, że chce coś zmienić, że nie zgadza się z tym, co jest aktualne.
OdpowiedzUsuńDziękuję Kasiu, takie słowa dodają sił (zwłaszcza w tych trudniejszych momentach).
Zgadzam się w pełni, niestety zyskałam już świadomość tego, że aby wprowadzić większe zmiany w edukacji (chociażby na własnym podwórku) należałoby zmienić najpierw co niektórym mentalność i światopogląd ;) Mimo tego - proszę robić swoje i czerpać radość nawet z najdrobniejszych sukcesów.
OdpowiedzUsuńPowodzenia!
Dziękuję! Nie ukrywam, że informacje zamieszczone na krywult.enauczanie.pl (polecam wszystkim!) pokazują, że warto - kolejny pakiet sił uzyskany dzięki zaglądaniu na różne strony.
OdpowiedzUsuńDo zmiany mentalności i światopoglądu daleko. Nie wiem, czy jest to możliwe z nauczycielami, którzy już "15 lat siedzą w tym bagnie, są najmądrzejsi, najlepsi i nie mają zamiaru słuchać żadnych dzieci po studiach", jednak jestem pewna, że warto walczyć o "nowe pokolenia".
Bo przecież sztuką nie jest... UCZYĆ, ale NAUCZYĆ. :)
OdpowiedzUsuńMario
Mario, oby takie podejście nigdy nas nie opuściło. Także podczas wrześniowych praktyk. ;)
OdpowiedzUsuńświęte słowa ;-)) tylko ciekawe co wyjdzie z działania :) i do tego trzeba większego grona ludzi ;-), bo samemu w pojedynkę będzie ciężko choć tak czy siak efekty przyjdą :)). Powodzenia życzę
OdpowiedzUsuńTajemniczy,
OdpowiedzUsuńprzed pytaniem 'Co wyjdzie?', należałoby chyba spytać: 'Ile możemy zrobić, aby wyszło jak najlepiej?'. Dopóki większego grona nie ma, trzeba próbować w pojedynkę, zachęcając do działania innych. jak wspomniałam, era narzekania przestaje być modna. (;
Bardzo fajny blog jak na początek ;] Życzę dużo sukcesów na blogu jak i w życiu prywatnym. Pozdrawiam i jeszcze raz Życzę POWODZENIA!
OdpowiedzUsuńDziękuję bardzo. Mam nadzieję, że z czasem nic nie ubędzie z 'fajnego bloga'. ;)
OdpowiedzUsuńŚwietna inicjatywa, trzymam kciuki i czekam na dalsze wpisy!
OdpowiedzUsuńDziękuję, nowe wpisy niebawem! ;)
OdpowiedzUsuńchyba zostanę nowym fanem bloga :)
OdpowiedzUsuńTo bardzo miłe, zachęcam do systematycznych odwiedzin. :) Słonecznego weekendu!
OdpowiedzUsuńfajnie!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!
OdpowiedzUsuńNasza placówka zatrudnia tylko młodych nauczycieli,robimy wszystko by wyjść poza schematy, programy i narzucony tok nauczania. Udaje się, ale jest to okupione kosztem naszego prywatnego czasu i siedzenia po nocach. Bo robić to co chcemy jest fajnie, lekko przyjemnie, ale...Pozostaje biurokracja, którą zaniedbujemy i zaległości rosną w zatrważającym tempie, a to właśnie z niej w pierwszej kolejności jesteśmy rozliczani i oceniani...nie za projekty, nie autorskie pomysły...Tworzyć i działać na rzecz dzieci, zgodne ze swoimi pasjami, czy poddać się sztywnemu systemowi oświaty z całą ich papierologią i traktowaniem dziecka jako towar, za którym idzie dotacja czyli zysk do kieszeni dyrektora?Ci którzy pracują bo muszą pójdą tą drugą drogą, ci którzy chcą, ale potrafią położyć wypowiedzenie jeśli coś będzie wbrew im postawom wybiorą pierwszy wariant. My zaliczamy się do tej drugiej grupy, jak długo popracujemy nie wiem, ale wiem, że nasze dzieci są szczęśliwe i o to nam właśnie chodzi...Pozdrawiam!
OdpowiedzUsuń