Zbliżające się święta stanowią idealną okazję do dyskusji na temat najważniejszych wartości w naszym życiu. Czy nauczyciele skorzystają z tej szansy?
Z roku na rok obserwuje się coraz mniejsze zainteresowanie uczniów organizowaniem bożonarodzeniowych spotkań klasowych. Okazuje się, że pieczone kilka lat temu placki zostały zastąpione przez paluszki i chrupki, w miejscu herbaty znalazły się napoje gazowane, zaś magiczna atmosfera stała się pospiesznie „odbębnionym” rozdawaniem prezentów. Zauważają to nie tylko ci, dla których czas wojaży szkolnych zakończył się kilka lat temu. Podobne zdanie na ten temat można coraz częściej usłyszeć od najmłodszych.
Chciałoby się spytać, gdzie uciekła dawna magia? Gdzie podział się zwyczaj wykonywania ozdób papierowych, ubierania choinki, wspólnego przygotowywania sałatek? W pogoni za codziennymi problemami, coraz częściej o tym zapominamy. Absurd! – zapominamy o tym, co powinno być najważniejsze.
Dzieci jednej z bydgoskich szkół na pytanie, z czym kojarzą im się święta, odpowiedziały kolejno: prezenty, opłatek, sprzątanie. Nikt nie wspomniał o rodzinie, miłej atmosferze, rozmowach, dobrych uczynkach. Po głębszej analizie okazało się, że smażenia ryb kończy się kłótnią w kuchni, poranki związane są z wrzaskiem (przecież każdy musi zdążyć odkurzyć), a pobrudzenie białej koszuli barszczem jest niemal porównywalne do końca świata. Miejsce dla przybysza? Jest – formalnie. Rodzice nie ukrywają, że „przybłędy do domu by nie wpuścili”.
Ostatnio rozmył się tradycyjny świąteczny obraz. W pogoni za najnowszymi zabawkami, najmodniejszymi ubraniami, najciekawszymi kartkami, zapominamy o tym, co najważniejsze. Czy już nadszedł moment na refleksje?
Nauczyciele mają kolejne pole do popisu: kolejny powód na zorganizowanie głębokiej rozmowy w szkole, uświadamiającej uczniom, co powinno być najważniejsze w tym szczególnym czasie. Czy wykorzystają szansę na kreowanie lepszej rzeczywistości? Okaże się już za kilkanaście dni.
Bardzo mądry tekst. Mam nadzieję że będziesz go stosowała w swoim życiu codziennym. POZDRAWIAM!
OdpowiedzUsuńczytając, Twoje posty (od jakiegoś już czas) utwierdzam się coraz bardziej w przekonaniu, że kwestie, które opisujesz, nie wynikają z ich normatywnego charakteru, lecz z Twojego subiektywnego spojrzenia. owszem, cytujesz obce wypowiedzi (dorosłych i dzieci), aczkolwiek całość wygląda mało wiarygodnie ze względu na to, że stosujesz bezosobowe formy typu "okazuje się" i w konsekwencji mam trochę zamglony obraz tego, czy jest tak, jak opisujesz, czy tylko się Tobie tak wydaje, i czy czasami nie opierasz obiektywnego obrazu świata wyłącznie na osobistej percepcji.
OdpowiedzUsuńponadto nie zgodzę się z tym, że proces porządkowania mieszkania czy też krzątania się w kuchni (nawet kosztem "usunięcia" z niej osób niepotrzebnych)jest fazą destrukcyjną dla magii świąt (znanej nam z dzieciństwa:) ), bo w rzeczywistości wszystko to przygotowuje się, aby podczas Wigilii dało się odczuć tę niezwykłą aurę.
jeśli chodzi o świętowanie klasowe - tu bywa różnie. myślę, że dużo zależy przede wszystkim od samej klasy, od tego, jakimi ludźmi są dla siebie na co dzień; nauczyciel w takim wypadku, pomimo starań, które (załóżmy), że poczynia, nie uzyska zamierzonego efektu bez wewnętrznej integracji w klasie.
Mówisz, że w placówkach o święta się nie dba. Generalizujesz do bólu i już dawno minęłaś horyzont z poziomem swojej hipokryzji.
OdpowiedzUsuńTak się składa, że na uczelni, która jest TAKA NIEDOBRA, robimy wigilię dla dzieciaków. Z tymi nieszczęsnymi elementami, których Ci akurat do szczęścia brakuje.
I gdzie jesteś, orędowniczko postępu, lampo niosąca masom oświecenie?
Piątek jest dniem egalitarnie wolnym - indywidualny tryb o niczym tutaj nie stanowi.
Siedzisz i biadolisz zamiast autentycznie robić.
I pewnie znowu usuniesz komentarz, bo obrażam Twój - pożałuj, Boże -intelektualno - personalny majestat. Tymczasem, podaję li tylko fakty. Podręczniki podają, że psy są ssakami. Też mogę się obrazić. Ale po co, jak sama prawda?
Sandro,
OdpowiedzUsuńproszę, nie przejmuj się tymi zawistnymi komentarzami. Znam ciebie osobiście, wiem, jak dużo działasz (dla zawistnych ignorantów: Szlachetna Paczka, stowarzyszenie, Akademia Przyszłości, wsparcie dzieci z biednych rodzin, domu dziecka) i masz prawo pisać takie teksty. PEŁNE PRAWNO, Sandro!
Trzymam kciuki za Twoją działalność!
Z poprzedniego komentarza wnioskuję że otrzymałaś indywidualną organizację - gratuluję, jeśli studiujesz z takimi zawistnymi ludźmi jak N.F.B.
Nie, nie ma.
OdpowiedzUsuńI nie będzie mieć dopóty, dopóki nie skończy z wymiotowaniem kilotonami hipokryzji.
Wymieniasz działalność nie mającą związku z podjętym tematem świąt. A na tym polu Sandra poległa.
Nie jestem zawistna. Mam alergię na takie głupoty i takie chamstwo w selekcjonowaniu informacji.
Ignorancji, to dowodzi Twoja dbałość o poprawny zapis.
Kolego czy koleżanko, nie chcę wchodzić w beznadziejne polemiki, ale grubo się mylisz: poczytaj o Szlachetnej Paczce, o świątecznej zbiórce ubrań, o zorganizowaniu Wigilii dla bezdomnych, o pomocy w schronisku (np. w czasie świąt) - tutaj masz przykłady tego, co robi autorka. Chyba trochę emocjonalnie reaguję, ale bardzo podziwiam i szanują tą dziewczynę, dlatego takie - sorry - 'pieprzenie' mnie irytuje.
OdpowiedzUsuńSandra nie poległa i nie polegnie nigdy, bo tacy ludzie zawsze osiągają sukcesy. Małe czy duże - to nie ma znaczenia. Pomogła wielu osobom, to jest najważniejsze. Najwidoczniej jej nie znasz, więc zachęcam do poznania. Z własnego doświadczenia wiem, że warto znać takie osoby, dają pozytywnego kopa.
Czepiasz się innych, bo sam zauważasz, że poległeś czy poległaś. Nie masz racji, ojj nie.
Wybacz, koleżanko, zauważyłem komentarz w formie żeńskiej. :>
OdpowiedzUsuńTę, jak już.
OdpowiedzUsuńNie przypisuj mi projekcji. Mimo wszystko lepiej znam Sandrę, niż Ty mnie. Znasz Sandrę Uczelnianą?
Chora jest sytuacja, gdzie stawia się jajcem nawet niepodpartą tezę, że dane działania nie mają miejsca, choć miejsce mają (a znana ze swej dobroci Autorka nie zechciała się zainteresować lub pominęła niekorzystny fakt z premedytacją, by nie skalać nim swoich grafomańskich wynurzeń). Taką właśnie okoliczność wypada nazwać pieprzeniem.
Znam takie osoby, niesamowicie je cenię.
Nie buduję jednakże wokół nich ślepego kultu.
Polonistą nie jestem, popełniam błędy i nie sądzę żeby to było najważniejsze w powyższej wypowiedzi. Jak widać zwraczasz uwagę na cokolwiek, gdy twoje zdanie okazuję się beznadziejnie nieprawdziwe.
OdpowiedzUsuńGdzie autorka pisze, że działanai nie mają miejsca? Zauważa, że zainteresowanie się zmniejsza, ale czy pisze, że nigdzie nie zaobserwowała takich działań? Doprawdy zachęcam do czytania ze zrozumieniem, następnie do oceniania.
I muszę się do tego odnieść: Sandrę Uczelnianą ? Dzielisz ludzi na: uczelnianych, klubowych, weekendowych, popołudniowych?? Sandrę znam od kilku lat, miałem okazję obserwować ją w przeróżnych sytuacjach. Nie tworzę kultu wobec jej osoby, ma wady, jak każdy, ale jeśli chodzi o pomaganie - nie znam drugiej takiej osoby!
Sandrę Uczelnianią powiadasz?? A czy w twojej grupie jest możliwość żeby normalnie się zachowywać? wieczne obgadywanie. krytykowanie, brak wsparcia, wysyłanie wiadomości z wyzwiskami, twierdzenie, że nie ma książki, chociaż się ją ma, przekładanie zajęć i brak informacji na ten temat - czy w tych warunkach można być normalnym? Znam wiele opowieści na temat tego, co dzieje się w ifp, niekoniecznie od Autorki. przemyśl sobie, że w takich warunkach można poznać, kto jakim jest człowiekiem.
Jeśli masz ochotę na dyskusję proponuję na żywo, najlepiej z autorką. Skoro tak dobrze się znacie, dlaczego boisz się jej o tym powiedzieć?
Pozdrawiam.
Anonimowy,
OdpowiedzUsuńdziękuję.
Trudno przenieść rodzinną atmosferę do klasy, zwłaszcza, gdy w domu kłótnie o karpia i kolor bombek. Świąteczne tradycje zanikają właśnie dlatego, że co raz bardziej kojarzone są nie z miłym nastrojem a obowiązkowym sprzątaniem, wyprasowaną koszulą i przeświadczeniem, że wszystko musi być idealne.
OdpowiedzUsuńCzasem myślę sobie, że w szkołach powinna być lekcja o "wychowaniu do życia w rodzinie", na której nie mówi się o antykoncepcji i planowaniu rodziny, ale o tym jak rozmawiać ze sobą, nie powodować konfliktów, a jeśli już takowe są - jak je skutecznie rozwiązać.
Problem tkwi niestety głębiej. Często dzieci, które chcą rozmawiać i jeszcze posiadają tę umiejętność są zbywane przez rodziców... Może tak lekcje dla całej rodziny? Ale to chyba już zadanie dla psychologa i pedagoga w jednym...
Anonimowy,
OdpowiedzUsuńteksty są moją opinią, na co wskazuje ich budowa. Jeśli chodzi o cytowanie - ochrona danych osobowych powoduje, że nie wymieniam danych osób wypowiadających się. Sądzę też, że wymienianie imion czy nazwisk dzieci mija się z celem - w wielu rozmowach są oni szczerzy właśnie dlatego, że nie boją się konsekwencji, że nie boją się, iż nauczyciel na nich nakrzyczy, bo "nie są zadowoleni z zajęć".
Jeśli chodzi o przykłady, wszystkie znalazły odzwierciedlenie w rzeczywistości. Nie twierdzę, że w każdej szkole jest podobnie, jednak takie sytuacje mają miejsce, co powinno skutkować zainteresowaniem.
Co do sprzątania - sądzę, że podejście: trzeba wziąć urlop, bo na święta musi być idealnie, sprzątaj, bo kolacja będzie później, odkurz, bo babcia przyjdzie - nie sprzyja tworzeniu magicznej atmosfery. Raczej widziałabym to w taki sposób: zróbmy łańcuchy papierowe, pieczmy pierniki, słuchajmy piosenek świątecznym, sprzątajmy. Jeśli nie zdążymy umyć okna, trudno. Sprząta się po to, aby było czysto, nie po to, aby święta mogły być świętami.
I sądzę, że nauczyciel także przyczynia się do integracji klasy.
N.F.B.,
OdpowiedzUsuńto wyróżnienie, że tuż po skończeniu zajęć wchodzisz na bloga, aby napisać kilka słów od siebie. Słów, z którymi kompletnie się nie zgadzam, jednak cieszę się, że tak interesujesz się tym, co tutaj umieszczam. Nie sądzę, abym miała powód do usuwania tego typu komentarzy.
Anonimowy,
OdpowiedzUsuńdziękuję za miłe słowa. Rzeczywiście, jeśli chodzi o wsparcie innych, staram się angażować jak najbardziej.
SurowymJajem,
OdpowiedzUsuńproblem w tym, że w szkołach nie ma psychologów (oszczędności), pedagogów zbyt mało (ostatnio rozmawiałam z pedagogiem, który całymi dniami wypełnia 'papierki', więc czas na rozmowę z młodzieżą jest nieco ograniczony).
Lekcje dla całej rodziny? Świetne rozwiązanie. Trudne do realizacji, jednak ciekawe.
Na ten moment trzeba uświadamiać dzieciom, czym naprawdę są święta. Masz rację, jest to trudne, gdy w domu panuje inna atmosfera, aczkolwiek "małymi kroczkami do celu".
Także uważam, że lekcje, o których wspominałeś, są potrzebniejsze od nadmiaru innych przedmiotów. Cóż, właściwie na takie tematy powinno się rozmawiać na niemal każdy zajęciach, jako nawiązanie do różnych dziedzin.
Witam:-)
OdpowiedzUsuńNie mam styczności obecnie z dziećmi i młodzieżą szkolną. Napiszę więc o sobie. Dla mnie szkolna Wigilia była zawsze czymś sztucznym, czymś na siłę wprowadzonym do klasy, która sama w sobie dla mnie wspólnotą nie była, a grupą osób połączonych ze sobą przez chęć/przymus zdobywania wiedzy. Dlatego też nie dziwiłam się ani paluszkom, ani sztucznym napojom i w ogóle mi to nie przeszkadzało.
Ja PRAWDZIWĄ Wigilię miałam w domu, w mojej rodzinie.
Wigilię z tradycjami, z wieloma daniami, z łamaniem się opłatkiem, ze śpiewem kolęd i siankiem pod obrusem.
Staram się to wszystko przenieść do mojej obecnej rodziny. A że mamy trójkę dzieci, to jakoś tak samo wychodzi ;-)
Dziękuję za odwiedziny :-) Pozdrawiam :-)
Maciejka
tak, zgadzam się coś w tym jest, że liczy się mieć na święta, a nie być na święta
OdpowiedzUsuńMaciejka,
OdpowiedzUsuńmiło się czyta: "Staram się to wszystko przenieść do mojej obecnej rodziny". Pozostaje więc życzyć Wam kolejnych magicznych świąt! ;)
Lindseyr,
OdpowiedzUsuńmądre podsumowanie.