29 stycznia 2012

Planowanie bez działania

Generowanie pomysłów na polepszenie sytuacji w polskiej szkole staje się coraz bardziej popularne. „specjaliści od wszystkiego” z chęcią oferują szkolenia i rozmawiają z dziennikarzami. Jaki wpływ ma to na zmianę rzeczywistości edukacyjnej?

Podziwianie innych zdarza mi się często, aczkolwiek nie wytwarza się w pośpiechu. Szaleństwo za nowymi pomysłami, głośnymi wydarzeniami, tym, co „na czasie”? Przydatne jako wiedza ogólna, jednak zazwyczaj nie przynoszące tego, co przynosić powinno. Znacznie korzystniejsze (uzupełniając: trudniejsze) jest zainteresowanie się elementami otaczającego środowiska. Sytuacjami i ludźmi sprawiającymi, że nasze drobne działania rozświetlają jeszcze bardziej. A przyznać trzeba, że zarówno tych pierwszych, jak i naszej aktywności, nie brakuje.

Anna Tatarewicz (przykład numer jeden, choć drugi, trzeci i tysięczny pojawiłyby się bez problemów), poznana przypadkowo, wywiera wrażenie pozytywne. Nie zmienia to faktu, że wiele osób dziwi się, gdy dowiaduje się o jej dokonaniach.  Aktualnie czyta się, że to „bardzo przedsiębiorczą studentka filologii polskiej, która sprawia, że świat wokół jest choć odrobinę lepszy. I bardziej uśmiechnięty. Pochłonięta projektem Akademia Przyszłości. Namówiła do współpracy Uniwersytet Kazimierza Wielkiego, który później został również oficjalnym patronem projektu, tak jak Kujawsko-Pomorskie Kuratorium Oświaty. Z konieczności i w biegu nauczyła się pisać wnioski o wszystko; salę koncertową Copernicanum UKW, nagłośnienie, napoje czy drożdżówki.”

Zastanawiam się, ile nie mniej zaangażowanych osób studiuje na naszych uczelniach? Ilu naszych znajomych robi coś „ponad”?  O ilu dowiadujemy się z gazet, do kogo podejdziemy, gratulując serdecznie, zapewniając o naszym wsparciu? Ilu z nich zostanie zaproszonych na godziny wychowawcze, aby uświadomić młodym ludziom, że często ciężka praca wystarczy, aby zmieniać świat?

Moda na głośną krytykę i  narzekanie – zwłaszcza w świecie ostatnich wydarzeń politycznych – pochłania nas coraz bardziej. Nic dziwnego, że obrywa się także szkołom, które przecież w rankingach niezadowolenia od wielu lat nie spadają z podium. Pozostaje pytanie,  gdzie w tym wszystkim jesteśmy my? Co robimy każdego dnia? Ilu z nas mogłoby powiedzieć tym z rzekomo wyższej półki: „Zobacz co ja robię, dlaczego nie weźmiesz ze mnie przykładu?”.

Mówienie o pomysłach na uzdrowienie rzeczywistości skuteczne nie jest, jednak zamienienie go na działanie, wymaga sporo odwagi, chęci, determinacji. Czego jeszcze nam brakuje, aby zacząć starania?

11 komentarzy:

  1. Tak naprawdę to nie liczą się słowa - liczą się czyny. Nie liczy się to jaką ktoś ma ocenę z danego przedmiotu, średnią na studiach czy drugi kierunek tylko to jakimi jesteśmy ludźmi poza studiami. Czy pomagamy komuś, czy rozwijamy swoją osobowość, pasje. Jaki jest krąg naszych znajomych. Ludzie najlepiej uczą się na swoich błędach więc nie ma co oświecać innych tylko robić swoje być dobrym człowiekiem i żyć w zgodzie ze samym sobą.

    PS. Może nie umiem pięknie ubierać w słowa to co chce wyrazić ale mam nadzieję że zrozumiecie o co mi chodzi :)

    OdpowiedzUsuń
  2. jak widze strony gdzie ludzie narzekaja ale jest tam chociaz troche reflekcji, staram sie udostepnic je, aby kazdy mogl sie nad nimi chwile zastanowic.
    kazdy powinien miec swoj pomysl na pomoc, jedni przez wydurnianie sie w akcjach koscielnych, inni poprez realizowanie kariery zawodowej, budowanie firmy, by zatudniala jak najwiecej polakow i umacniała nasz rynek. kazda metoda dobra.
    niektorzy tego nie widza i takze to potepiaja, bo przeciez roznica w majętności...

    OdpowiedzUsuń
  3. Mówi się, że narzekanie to cecha narodowa Polaków. Chyba rzeczywiście tak jest, zresztą wiele innych cech można dopasować do nas - obrażanie, krytykowanie, brak tolerancji. Sam tego doświadczam i tu - dziękuję za wpis na moim blogu :)
    Jestem zdania, że najważniejszym jest pisać o sobie, własnych doświadczeniach i uczuciach, jakie mnie/nas ogarnęły w danej sytuacji. Krytyka? Jeśli konstruktywna zawsze jest wskazana, ale trzeba mnie podstawy do niej, znać temat, czyli np. przeczytać ustawę refundacyjną i o ACTA, o których ostatnio było głośno.
    Jeśli ktoś ma podstawy do narzekania (choćby ja) to jego prawo, by narzekać. Tym bardziej, że sytuacja niewiele może się zmienić, choć działania podjąłem - szkoda, że późno, ale lepiej późno niż wcale.
    Czy nie potrafimy uczyć się na czyiś błędach? Nie, nie zostaliśmy tego nauczeni albo do końca nie zrozumieliśmy tego etapu wychowania. Dla chcącego nic trudnego?!
    U mnie, na nieufny.blog.pl pojawiają się nieliczne osoby, ale dzięki treści poznały problemy, których się bali. I uczą się na moich błędach, zdając sobie sprawę, by wszystko zrobić, by siebie i bliskich ustrzec przed podobnymi błędami życiowymi...
    Mam nadzieję, że terapia będzie działać po jej zakończeniu. Tylko od mnie zależy, prawda?
    Przepraszam za tak długi komentarz :)
    Szkoda, że tak rzadko piszesz/piszecie(?)....
    pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  4. trzeba jeszcze pamietac o otoczeniu instytucjonalnym i jego otwartosci na zmiane. ja siedze w szkolnicwtie wyzszym i tutaj jest ogromny opor, zarowno w panstwowych jak i prywatnych. ludziom sie nie chce, maja zbyt dobrze lub wystarczajaco-by-nic-nie-zmieniac, albo boja sie wyjsc na idiotow?

    m.in. publikuje w czasopismie z nakladem 4000, piszac o nietypowych a przydatnych rzeczach. w normalnym bienzesie ludzie by chceili skorzystac (jak i na zachodzie, np. na konferencjach) ale w polsce nie ma zadnej reakcji, a pisze o poprawie konkurencyjnosci, wdrazaniu nowych rozwiazan, zarabianiu przez uczelnie wiekszych peniedzy. wariactwo. i to w sytuacji zapasci polskich uczelni. czlowiek by pomyslal, ze rektorzy by desperacko szukali rozwiazan, pomyslow. a prawda jest inna.

    zaslepienie i lenistwo i "bedzie lepiej jutro" chyba nam zostaly z komuny. patrzac na roczniki naszych "liderow" (polityka, biznes, instytucje) oni na prawde sa jeszcze zatruci komuna i jej "tumiwisizmem".

    OdpowiedzUsuń
  5. Zastanawiam się czasem, dlaczego Polacy tyle narzekają. Chyba musi być tego jakiś powód? Może to nie tylko "wrodzona" cecha czy mentalność? Może w tym kraju dzieje się źle i nie wiemy jak albo nie jesteśmy w stanie tego zmienić od lat? Polacy nie są głupim narodem, mamy wielu mądrych ludzi, którzy mówią o tym, co należałoby zrobić, aby poprawić sytuację, którzy mają zapał do pracy i wdrażania swoich pomysłów w życie. Ale ich nie wdrażają. Nie są dopuszczani do głosu i do decydowania. Dlaczego nie zarządzają nami specjaliści z prawdziwego zdarzenia? Tylko ludzie umoczeni w politycznym bagnie? Czy jest w ogóle szansa, że poprawi się jakość życia w tym kraju? Kiedy do władzy dojdą ludzie, którzy nie uważają swoich obywateli za idiotów i których celem będzie poprawa realnej sytuacji ekonomicznej (i nie tylko) ludności? W tym kontekście zmienianie świata poprzez spojrzenie na siebie i angażowanie się w działania, które sprawiają, że czyjeś życie staje się lepsze nie wystarczy. Nie wierzę już w to, że moje małe działania, chociażby studiowanie i wewnętrzne rozwijanie siebie, staranie się być 'dobrym' człowiekiem może pozytywnie wpłynąć na moje otoczenie, społeczeństwo i także na moje przyszłe życie. Myślę, że pomijamy znaczącą rolę mediów. Jak tu być optymistą, gdy we wszystkich wydaniach tzw. wiadomości w ciągu całego dnia można usłyszeć może jedną lub dwie pozytywne informacje?

    OdpowiedzUsuń
  6. Ewelina90,

    pięknie ubrałaś to w słowa, więc potrafisz, potrafisz. :)

    To, co napisałaś, jest bardzo mądre, jednak w rzeczywistości znam mało ludzi, którzy uważają (a co za tym idzie: postępują) podobnie. Mam nadzieję, że w Twoim środowisku jest ich więcej.

    OdpowiedzUsuń
  7. Anonimowy,

    rzeczywiście, można pomóc na wiele sposobów. Warto uświadamiać to ludziom, najlepiej na konkretnych przykładach.

    OdpowiedzUsuń
  8. Nieufny trafiony,

    nie powtarzajmy tego stereotypu - niech ginie. (;

    Krytyka - wskazana, oczywiście, jednak powinna być przekazana w odpowiedni sposób. Umiejętna krytyka potrafi "zdziałać cuda".

    Za komentarze nie przepraszaj. Ze swojej strony mogę obiecać, że postaram się tutaj bywać częściej.

    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  9. Marcin,

    mógłbyś zdradzić tytuł czasopisma? Zainteresowało mnie to.

    Cóż, choć niestety, jednak muszę się zgodzić z Twoim komentarzem. Sytuację można odnieść do szkolnictwa w całości (nie tylko wyższego). Jak dobrze, że znalazłam już kilka wyjątków. ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. www.forumakademickie.pl

      artykuly sa u mnie na stronie (nie w calosci, by nie lamac praw, ale sa...)
      http://www.marcinduszynski.com/my-recent-writings/

      smutny jest ten brak zainteresowania zmianami. Mam to samo jak rozmawiam z ludzmi w uczelniach. Wlasciciele maja gadke o zmianach, ale trudno ja wprowadzic. Opor instytucjonalny jest czesto zbyt duzy.

      Usuń
  10. Anonimowy,

    wiele pytań, o których można byłoby dyskutować, dyskutować, dyskutować...

    Jednego jestem pewna: Twoje działania wpływają na otaczające środowisko.

    Ostatnio, razem ze znajomymi (cudowni ludzie!) pomogliśmy pewnej rodzinie. Nikt o tym nie wiedział (w sensie media), po prostu pojechaliśmy i przekazaliśmy różne rzeczy. To, co wtedy czuliśmy, to, jak czuła się ta rodzina - nie da się tego opisać! Chłopiec dostał nowy plecak do szkoły (co chwilę go zakładać i ściągał, nie mógł uwierzyć w swoje szczęście), rodzice byli tacy radośni! Rzucone na pożegnanie: "Przyjeżdżajcie do nas na herbatę, zapraszamy"... Mało osób o tym wie, jednak to, co działo się w naszych sercach, poczucie, że można zmieniać świat - bezcenne.

    ...więc mimo wszystko - WARTO! :)

    OdpowiedzUsuń