1 lutego 2012

CZAS ROZLICZEŃ

Styczeń to nie tylko etap podsumowań w szkołach wyższych - także dla uczniów okres ten staje się intensywniejszy. Ilu nauczycieli, przy okazji, stara się stworzyć bilans minionych miesięcy, wypisując w myślach dydaktyczne sukcesy i porażki?

Sesja zadziwia. Okazuje się, że niektóre wpisy są rozdawane, o inne trzeba zaciekle walczyć, zarywając noce. Niestety, coraz mniej tych, które w jakiś (wręcz: jakikolwiek) sposób świadczą o naszych staraniach, zdobytej wiedzy (nie w sensie: wykutej i zapomnianej dwa dni po egzaminie) i umiejętnościach. Niezmiennie natomiast (choć obserwuję to już trzeci rok!) zaskakują mnie ci, którzy nagle, po kilkunastu spotkaniach, przypominają sobie, że „trzeba sprawdzić wiedzę”. To nic, że przez parę miesięcy systematycznie pokazywali, że nie chcą nas niczego nauczyć. Nie zwracali uwagi na znudzonych studentów, zamieniali ćwiczenia w pogawędki z samym sobą bądź prezentacje multimedialne. To nic, że nie przygotowywali się do zajęć, często twierdząc, że „przedmiot został im wciśnięty na siłę”. Od rozbudzenia zainteresowań w młodych ludziach łatwiejsza była droga numer dwa – często wybierana przez tych, dla których literki „dr” przed nazwiskiem świadczą o wartości człowieka.

Problemu tego nie można bagatelizować w przypadku szkół. Choć nie jest zauważalny na taką skalę – maskują go systematycznie pojawiające się oceny – istnieje. Magiczne zeszyty, referaty, czytanie podręczników, dyktowanie książek – któż się z tym nie spotkał? Przecież „jeśli nie umiesz, to Twój problem; ja to mówiłem”.

Na swojej edukacyjnej ścieżce spotkałam kilku nauczycieli, którzy sprawiali, że wracając ze szkoły, wchodziłam do biblioteki, aby wypożyczyć książki. Dzięki Nim chciałam znaleźć „coś więcej” na temat poruszanych zagadnień. O dziwo, dotyczyło to także historii, której wcześniej nie tolerowałam. Związane to było również z innymi przedmiotami, uważanymi za nudne, wręcz „niepotrzebne w dzisiejszej szkole”.  Okazało się, że problemem nie była treść, lecz sposób jej przekazywania.

Koniec semestru, czas rozliczeń – czy tylko dla uczniów?

31 komentarzy:

  1. Ja dobrych wykladowcow spotkalem dopiero na zachodzie.
    zmeczeni polscy nauczyciele (a raczej dyktafony) wbijali wiedze raczej wbrew sobie niz dzikei jakimkolwiek talentom, dedykacji czy profesjonalizmowi.

    dzis w polsce do tej pory widuje wiekszy procent dukajacych niz rawdziwych NAUCZYCIELI. Stad w tym kraju tak smutno.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zgadzam się z Twoją wypowiedzią, myślę, że powyższy problem można również zaobserwować w szkołach wyższych. Odnoszę wrażenie, że nauczyciele (także akademiccy) nie mają pomysłu na swoją pracę, prawdopodobnie nie zdają sobie sprawy z tego, ile od nich zależy, a zależy właściwie wszystko. Mimo, iż wykazuję zainteresowanie tematem, nauczyciel nie jest zainteresowany rozwijać we mnie tej ciekawości. Uczniowie i studenci mogą zatem liczyć chyba tylko na swoją ambicję.

      Usuń
    2. Ja - na szczęście - na swojej drodze spotkałam dobrych nauczycieli. W Polsce. :)

      W kraju smutno? Wszystko zależy od ludzi. Od Nas.

      Usuń
    3. Anonimowy,

      niestety, ambicja często gdzieś ucieka, więc ci nauczyciele są potrzebni. Bardzo.

      Usuń
  2. Ileż w tym szczerej prawdy. droga Sandro. Gratuluję takiego podejścia!

    OdpowiedzUsuń
  3. Napotykałam, na swojej edukacyjnej drodze, wielu różnych nauczycieli i wykładowców, którzy zazwyczaj mieli takie samo nastawienie - powiedzieć i mieć z głowy. Ale oczywiście były też wyjątki(jak wiadomo wyjątek potwierdza regułę ;) ). Zawsze ceniłam ludzi, którzy dawali nam narzędzia i ciekawość do odkrywania terenów wiedzy, które wydawały się zbyt nudne lub trudne, oczywiście na początku. Zawsze na takie zajęcia chodziłam z ochotą i z ochotą słuchałam, a także bez żadnego przygotowania potrafiłam ów przedmiot zaliczyć, bo dobrze przekazana wiedza zostaje na długo. Do tej pory lubię dowiadywać się więcej, widzieć więcej i rozumieć więcej. Dobrzy nauczyciele, z pasją, nauczyli mnie nie tylko tego co dotyczył ich przedmiot, ale nauczyli mnie szacunku do wiedzy, którą posiada człowiek i którą się może dzielić. Ale co mi po tym, gdy napotyka się tylu ludzi, którzy mają wiedzę ogromną, lecz są już zbyt "pożarci" przez system by dzielić się nią z pasją? Teraz ważne stały się wymagania programowe, wyniki itp. Spotykałam się także z takimi zagraniami ze strony nauczycieli, że grozili, że jeśli dana osoba będzie chciała podejść do matury z przedmiotu, którego uczyli to ją obleją, mimo, że wychodziła im z ocen ta dwójka bez większego problemu. Po prostu nauczyciele niechcieli dawać szansy ludzią na zdanie matury, bo gdyby się im nie udało to by się obniżyły statystyki szkoły. Dokąd zmierza nasz świat? Dokąd zaprowadzi nas wyścig szczurów? Jak myślisz droga Sandro?
    Pozdrawiam serdecznie,
    Arletta

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Arletto,

      cieszę się, że w swoim życiu spotkałaś takie osoby. Dzięki temu wiesz, że owy "dobry nauczyciel" to nie tylko wytwór wyobraźni.

      Świat zmierza w złym kierunku. Na pewno w sferze edukacji. Jednak co nam po narzekaniu? Zmieniajmy środowisko lokalne. Małymi kroczkami, żeby za 50 lat nie podwoić naszego narzekania.

      ...więc trzymam kciuki za to, co robisz! :)

      Usuń
  4. Słowa mojej koleżanki, która teraz właśnie skończyła studia: "no, to teraz zaczne się uczyć tych naprawdę ważnych rzeczy". To chyba oddaje problem studiów w Polsce.

    OdpowiedzUsuń
  5. Problemem wielu uczelni, wydaje mi się, jest "przestarzała" kadra i nie mam tu na myśli wieku, ale studiując na dwóch różnych uniwersytetach w moim życiu obserwowałam wiele podejść do zajęć i niektórzy faktycznie sposobem prowadzenia zajęć potrafią zaciekawić, zafascynować, zmusić do refleksji, ale było również sporo wykładowców, których zajęcia nie różniły się od tych, które prowadzili 30 lat temu.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ale czy tylko o przestarzałą kadrę chodzi? Jeśli tak, możnaby rzec: "Starsi odejdą, przyjdą nowi, problem zniknie..." - czy tak będzie? Po swoich obserwacjach, odpowiem: "Nie sądzę". Chodzi o człowieka, o przygotowanie, o zaangażowanie. O pracę z pasją. Przecież "niektórzy faktycznie sposobem prowadzenia zajęć potrafią zaciekawić, zafascynować, zmusić do refleksji."

      Usuń
    2. Nie mówię właśnie o starszych wykładowcach, ale o takich, którzy popadli w jakieś schematy, rutynę i szkolną sztampę. Myślę, że warto po prostu otworzyć się na nowe możliwości, jakie nam dają dzisiejsze czasy, a nie tkwić w systemie, który wydaje się nam bezpieczny, bo sprawdzony. To nie oznacza wcale tego, że inne możliwości nie są bezpieczne.

      Usuń
  6. Ci starzy nie tylko prowadza zajecia jak za komuny (moj ukochany przyklad to EduSat, zalosna TV "dydaktyczna") ale jeszcze zatruwaja wielu mlodych dzieki systemowi awansu w szkolnictwie wyzszym, wymagajacemu uleglosci i miernoty, gnojacemu najlepszych.
    Kolejna polska "elita" w ktorej koterie i uklady maja najwieksza wage.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie spotkałeś "tych młodych", którzy prowadzą zajęcia w podobny sposób? Niestety, u mnie takich również wielu.

      Usuń
    2. (w jaki sposób mogę komentować u Ciebie?)

      Usuń
  7. Bardzo ciekawe masz wpisy :)

    OdpowiedzUsuń
  8. Oj widze, że problemy podobne do moich. no cóż moim zdaniem przydałby się nam system edukacji bardziej jak na zachodzie, jednak tego pewnie nie da się tak o zmienić. :) pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. czas rozliczeń a dla mnie matury w tym roku totalna masakra

      Usuń
    2. Trzeba zmienić małymi kroczkami, realnie... ale od zaraz, od teraz, od "już". Pozdrawiam! ;)

      Usuń
    3. Za Maską, powodzenia! :)

      Usuń
  9. Trafiłaś z tym wpisem... Okres rozliczeń i to, co zobaczyłem i usłyszałem rozśmieszyło mnie.
    Koleżanka - nauczycielka niemieckiego w podstawówce i gimnazjum - bardziej martwiła się o to, jak ją ocenią. Mniej martwiła się o uczniów, którym nie potrafiła przekazać wiedzy i zainteresować nauką języka. Ciągle tłumaczyła: "To ten głupi wiek. Oni i tak swoje wiedzą. Możesz łopatą wrzucać i tak, będzie się tylko tliło...
    Kurcze, przecież to kwestia sposobu podejścia i przekazania nauki. Po co takie tłumaczenia?
    W moich czasach - podstawówki i liceum - było całkiem inaczej. Ale kto ze starszego pokolenia nie mówił tego młodszemu?
    Najzabawniejsze, że koleżanka włada mniej poprawnym językiem polskim niż ja. Oczywiście daleko mi od ideału (zawsze z pisaniem i mówieniem miałem problem, jak też z ścisłymi przedmiotami), ale jak słyszę z ust nauczyciela "wziąść" to krew mnie zalewa. Boże, słyszysz a nie grzmisz. Tylko w sumie, co tu Bóg pomoże?
    Pozdrawiam i dziękuję za odwiedziny u mnie :)
    Nieufny

    nieufny.blog.pl

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie lubię, gdy ktoś mówi: "Ja mogę robić wszystko, ale oni są w złym wieku."; paranoja! Idąc takim tokiem, wiek nigdy nie będzie odpowiedni. Trudniej jest się przyznać, że błąd leży po naszej stronie, jednak im szybciej to sobie uswiadomimy, tym więcej można osiągnąć.

      Co do "wziąć" czy "włanczanie" - w szkołach często nie zwraca się na to uwagi. Na studiach również, niestety.

      Pozdrawiam. ;)

      Usuń
  10. Bardzo trafny wpis. Ja na swojej drodze też spotkałam takich nauczycieli, którzy potrafili zarazić swoim przedmiotem, ale też takich którzy mnie zrazili. Z drugiej strony nie można też uogólniać. Miałam bardzo fajną i dobrą nauczycielkę od chemii. Tak mnie "zaraziła" tym przedmiotem, że poszłam na studia chemiczne, a osoba ta uczyła jeszcze moją mamę:) Myślę jednak, że tu raczej chodzi o przestarzały system edukacji, który jeszcze długo pewnie się nie zmieni.

    Pozdrawiam i dziękuję za odwiedziny :)
    Strzała

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. System edukacji jest zły, od lat. Mimo to - Twój przyklad doskonale to pokazuje - że nauczyciele potrafią sobie z nim "radzić". System szybko się nie zmieni, a ostatnio - szczególnie wśród nauczycieli - przyjęło się narzekanie "to nie nasza wina". Guzik prawda. System utrudnia, ale nie zabrania prowadzić ciekawych zajęć, zarażać pasją...

      Usuń
  11. Strajkować i domagać się większej kasy to wiedzą jak:) a robić to nie ma komu. Kolejny raz potwierdza się stare indiańskie przysłowie: "umiesz liczyć to licz na siebie". Jednak są nauczyciele, którzy traktują swój zawód i przedmiot, którego uczą jako pasję i dla nich należy się szacunek. Ktoś kto naprawde czerpie przyjemność z wykonywanej roboty, wykona ją dobrze. A gość, który został nauczycielem żeby nie zaniżać statusu społecznego rodziny, bo rodzice są cenionymi profesorami, nigdy nie zainteresuje słuchacza swoim wykładem wydukanym byle szybciej do końca. W każdym zawodzie jak dokładnie tak samo pasja jest najważniejsza. PS. Z tego miejsca chciałbym pozdrowić moją panią sprzątaczkę, dzięki której nie muszę chodzić po zaśnieżonych chodnikach i skutych lodem schodach:) W wolnej chwili zapraszam do mnie www.owadozery.blog.pl

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Domagać się większej kasy każdy wie, jak. ;)

      Na szczęście jeszcze są nauczyciele, na których można się wzorować. Pozdrawiam. ;)

      Usuń
  12. W ostatniej odpowiedzi na komentarz nie powinnaś postawić przecinka przed 'jak' ;p

    OdpowiedzUsuń
  13. Nie wiem, o który komentarz chodzi, ale dziękuję za zwrócenie uwagi. ;) Nie analizuję zbyt długo odpowiedzi na komentarze pod względem ortograficznym/interpunkcyjnym, pewnie stąd wkradł się jakiś błąd (a może stąd, że nie mam zakodowanych wszystkich zasad interpunkcyjnych i 'odruchowo' go tam wrzuciłam). W każdym razie, jeśli Ciebie to razi, postaram się nie popełniać błędów w naszych rozmowach (jednak wtedy prosiłabym o podpisywanie się jakimś nickiem, żebym mogła być 'wyczulona'). Pozdrawiam! ;)

    OdpowiedzUsuń
  14. Jakie to czepialskie wszystko w dzisiejszych czasach :)

    OdpowiedzUsuń