Choć wielu z nas doskonale odróżnia to, co prawdziwe, od totalnych bzdur, powielamy błędy, nie ukrywając przy tym swojej satysfakcji. Przykłady szkolne, często irytujące, a zarazem pomijane w kategorii „problemów”, podają wiele tego typu zachowań. Wystarczy zadać sobie pytanie: Ile razy słyszeliśmy od nauczyciela, że w tej chwili mamy usiąść na swoim miejscu, ponieważ przerwa nie jest dla nas?
Czterdzieści pięć minut potrafi przeistoczyć się w wieczność. Wiedzą o tym uczniowie, którzy już na początku lekcji zastanawiają się, co będą robić. Pomysły są różne: sudoku, telefon komórkowy, czytanie przyniesionych z domu książek (o dziwo, także na języku polskim), rozmowy z koleżanką (popularne liściki, żeby nie drażnić nauczyciela)… Nie zapominajmy także o zawodach: wyścigach do ławek. Cóż, ci, którzy nie wykażą się sprytem, skazani są na „przody”, więc mniejsze możliwości do swoich działań.
Minuta za minutą, kółko za krzyżykiem, strona za stroną… – lekcja mija. Nadchodzi wymarzony dzwonek. Uśpieni monologiem uczniowie często nie mają nawet siły wybiegać na holl. Mozolnie podnoszą tornistry, niedbale wrzucają książki i… słyszą, że przerwa wcale nie jest przeznaczona dla nich. Oni powinni siedzieć i słuchać, bo ćwiczenie nie zostało wykonane. Jakim prawem ktokolwiek z nich pomyślał, że nadszedł czas na odpoczynek? „Kpina z nauczyciela, po prostu, kpina, moi drodzy!”.
Dla mnie jednak kpiną jest traktowanie młodzieży w taki sposób. Posuwanie się do hipokryzji, tłumacząc im, że przerwa istnieje tylko po to, aby wymienić dzienniki. Tłumacząc, jednocześnie jedząc kanapki, chodząc do toalety, rozmawiając z koleżanką, pisząc wiadomość, przeglądając gazetę, spacerując po korytarzu… Skoro przerwa nie ma takiego zastosowania, dlaczego jest nadużywana przez pracowników szkoły?
Ogromna rola odpoczynku ma znaczenie nie tylko w podstawówce czy gimnazjum. Doceniają ją także studenci, którzy po godzinie czy dwóch, przestają notować, zajmując się rzeczami niezwiązanymi z zajęciami. „Wyłączenie” przychodzi mimo chęci. Organizm po prostu domaga się tego, co mu się należy.
Pomimo pedagogiki, dydaktyki i psychologii, niektórzy nauczyciele nie posiadają elementarnej wiedzy w tej kwestii. Nie należy ich za to winić – wszak w szkole wszyscy powinniśmy się uczyć. Przestańmy więc milczeć w sytuacjach, które nie powinny mieć miejsca. Czasami zwrócenie uwagi w sposób kulturalny, rozmowa o potrzebach, są w stanie wiele zmienić. Gdy i to nie zadziała – szukajmy pomocy gdzieś indziej. Pewnym jest, że nie możemy zgadzać się z tymi, którzy racji nie mają.
o!
OdpowiedzUsuń;)
UsuńDobry wpis, ale dotyka tylko jednego z wielu problemów naszych szkół.
OdpowiedzUsuńA ich reforma (w treści nie formie) powinno zacząć się od takich małych rzeczy, co w gruncie rzeczy (moim zdaniem przynajmniej) świadczy o podejściu nauczycieli do uczniów - podejściu karygodnym warto dodać.
Myślę podobnie. Zmiany powinniśmy zacząć wprowadzać sami. Pozdrawiam! ;)
UsuńProblem polega na tym, że zmiana musi wyjść od nauczyciela również, bo wojny uczniów z nauczycielami zawsze wygrywają ci ostatni. A i szacunek powinien iść z obu stron, bo nie fair jest ze strony nauczyciela żądanie szacunku do samego siebie, kiedy on sam ma głęboko szacunek do uczniów. Nie takich postaw powinno uczyć się w szkole, a niestety - w ogromnej ilości przypadków uczy.
UsuńZupełnie odmienną, ale nie mniej ważną kwestią pozostaje fakt, że coraz mniej tzw. nauczycieli z powołania. Ja znałem ich kilkudziesięciu, ale tylko garstka potrafiła faktycznie zaciekawić, rozbudzić chęć siedzenia na tyłku do dzwonka, a nawet po nim. Żeby było zabawniej, to właśnie tych zapamiętałem jako najbardziej szanujących ucznia i wiedzę jaką mu się przekazuje
Podpisuje się pod tym obiema rękoma raz, że to przerobiłam jak większość z Was a dwa, że mam dzieci. Pozdrawiam autorkę ;)
OdpowiedzUsuńMiło czyta się takie komentarze. Mam nadzieję, że nauczysz dzieci walki o swoje prawa (odnosząc się do konkretnego przykładu z przerwami). Pozdrawiam! ;)
Usuńwydaje mi się, że trochę to wyolbrzymiłaś, nie jest tak do końca. Uczniowie nie spędzają całych przerw w klasach, zaś, jeżeli chodzi o zachowanie nauczycieli należy pamiętać, że wyjątek nie potwierdza reguły ... :) . POZDRAWIAM :)
OdpowiedzUsuńNigdzie nie napisałam, że uczniowie spędzają całe przerwy w klasie. Ponadto zaznaczyłam, że są nauczyciele, którzy postępują inaczej. Nie dzielę zachowań na te należące do konkretnych grup. Człowiek jest człowiekiem, nie "grupą nauczycieli". Pozdrawiam. ;)
Usuńmnie osobiscie udawalo sie utrzymac uwage studentow przez maksimum 3x45, z przerwami po 5-15 minut pomiedzy. jak ci od hamronogramu dawali mi 2x2x45 to wiedzialem, ze ostatnia 45tka byla stracona, bez wzgledu na ilosc przerw. Ani oni ani ja nie potrafilismy sie skoncentrowac - co najwyzej konczylismy ciekawymi gadkami nie-na-temat.
OdpowiedzUsuńTrzeba szanowac ludzki mozg i jego ograniczenia.
Cieszę się, że są ludzie, którzy potrafią to zrozumieć. BRAWO dla Ciebie! :)
UsuńŚwięta prawda, podpisuję się pod tym co napisałaś :) Podejście nauczyciela wpływa na nasze zmęczenie, niestety większość klas, przynajmniej u mnie, może inaczej jest w szkołach prywatnych, wyposażona jest no.. po prostu w ławki i krzesła. A jeżeli są tablice interaktywne to i tak nikt z nich nie korzysta.
OdpowiedzUsuńA co myślisz o tej nowej reformie w szkołach średnich? Moja nauczycielka z historii strasznie narzeka, że będzie uczyła tylko z zakresu od powstania styczniowego czy jakoś tak
Z tym, że ludzie nie wykorzystują tablic, nie spotkałam się. Byłaby możliwość, aby dowiedziećsię w Twojej szkole, DLACZEGO? Przecież o to zabiegają, w obsłudze zbyt skomplikowane nie jest...
UsuńRok temu byłam świadkiem, jak fantastyczne dzieciaki zmieniły swoją salę. Na starych ścianach powiesiły masę plakatów, ktoś przyniósł tablicę korkową, ktoś kwiatka, ktoś meble... - trzeba chcieć, a do tego zachęcać powinni nauczyciele właśnie. :)
Co do reformy - w najbliższym czasie zagłębię się w nią, przemyślę i jakoś się odniosę.
Pozdrawiam. :)
Twój artykuł bardzo mi się podoba... Myślę, że uczeń/student nie zawsze czeka ze zniecierpliwieniem na przerwę.. Lekcje/wykłady potrafią naprawdę zaciekawić, ale wszystko zależy od nauczyciela/wykladowcy a wtedy bardzo miło i z zaciekawieniem uczestniczy się w zajęciach.. świetnie, że napisałaś "przerwa jest dla nauczyciela", ponieważ bardzo często padają te słowa z ust nauczyciela, ale tylko takiego, który oczekuje sztywnego podporządkowania się..Mamy wszyscy nadzieję, że kolejne pokolenie pedagogów zupełnie zrezygnuje z konwencjonalizmu. Pozdrawiam
OdpowiedzUsuńPablo, masz rację. Ostatnio słyszałam opowieść jednej z mam: "Gdy słychać dzwonek na przerwę, uczniowi proszę nauczycielkę od historii, żeby nie kończyła opowiadać, żeby jeszcze jednąhistorią, że oni nie muszą mieć przerwy...". ;)
OdpowiedzUsuńNiestety, kolejne pokolenie pedagogów uczy się jeszcze 'starych zasad'. Bynajmniej część tego pokolenia. To, jacy będziemy, zależy od nas.
Pozdrawiam. :)
No cóż, nic dodać nic ująć :)
OdpowiedzUsuńChoć zdarzają się (i pewnie zawsze tacy byli) nauczyciele, którzy naprawdę potrafią prowadzić lekcje (pewnie dla tego, że kochają wykładany przedmiot) i na takich lekcjach te 2 - 3 min na przerwie się nie zauważa :)
Może jako ciekawostkę powiem, że u nas oficjalnie... niech pomyślę, tak chyba oficjalnie w statucie liceum - mogę sprawdzić (w każdym razie prawie wszyscy nauczyciela nam to powtarzają), "dzwonek jest dla nauczyciela, aby wiedział kiedy należy skończyć lekcję" - to czy skończy ją w tym momencie czy za 5 min to zależy od niego :)) Co prawda jedni z tego nie korzystają wcale, inni rzadko kiedy kończą z dzwonkiem :)
Mikołaj,
Usuńjeśli będziesz miał chwilę czasu i jeszcze więcej chęci, prosiłabym o zainteresowanie się sprawą. Nie mogę uwierzyć, że coś takiego jest spotykane. Paranoja.
Sa ludzie i są taborety. Choć jestem w klasie maturalnej, to wszystko jest ciekawe xd. Moja klasa zachowuje się tak jakby dopiero co przyszła do technikum. A nauczycielke od Polskiego to praktycznie traktujemy jak rowna nam bo chyba wiecej od niej wiemy xd
OdpowiedzUsuń"Masakra".
UsuńWedług mnie bardzo dobrze, że zasygnalizowałaś problem, ale nie do końca go wyczerpałaś. Zabrakło mi wskazania, co na powyższy temat mówią psychologia, dydaktyka i pedagogika, jakie znaczenie przerwy mają dla pracy mózgu, ale też dla sfery towarzyskiej ucznia/studenta - chętnie bym poczytała o tym na Twoim blogu, właśnie w tym poście. Pozdrawiam!
OdpowiedzUsuńStaram się nie wrzucać tylu definicji i pojęć ze świata nauki, gdyż wpisy mają spowodować zainteresowanie problemem, chęć zauważenia czegoś "z drugiej strony". Wiele osób nie ma czasu/chęci na coś dłuższego, wyczerpującego nieco bardziej temat. Rozumiem problem, który zasygnalizowałam, postaram się go wziąć pod uwagę podczas dalszego pisania. Pozdrawiam!
UsuńPamiętam, jak w klasach nauczania zintegrowanego(1-3 SP) mówiono: dzwonki są dla klas 4-6! Zaś w klasach 4-6, jak i w gimnazjum panuje zasada: dzwonek dla nauczyciela. Moim zdaniem to jest nauczyciela zadanie tak rozplanować czas, by lekcja trwała 45 min.
OdpowiedzUsuńPrzede wszystkim (jak bym został nauczycielem) będę starał się nie popełniać błędów moich nauczycieli. Oby się udało.
Pan MM,
Usuńz tłumaczeniem: "dzwonki są dla klas 4-6" się nie spotkałam (na szczęście). Dobry nauczyciel potrafi tak zaplanować lekcję, aby trwała 45 minut. Zawsze w planie ma ćwiczenia, których "koniecznie wykonać nie trzeba" i coś, co "można dorzucić, gdyby uczniowie zadania wykonywali szybciej".
Oby się udało. Powodzenia! ;)
w klasach 1-3 jest inny system nauczania jak w klasach wyższych i tych klas rzeczywiście dzwonki nie dotyczą, bo często zajecia nie rozpoczynają się tak jak w klasach 4-6 przerwy niekiedy są dłuższe. Nauka jest tam czymś pośrednim między nauką w klasach 4-6 a zabawą w przedszkolu. Niekiedy na edukację poprzez zabawę jest przeznaczone pół godziny a nie 45 minut, ale to nic złego, wtedy te godziny przesuwają się i niepokrywają z dzownikami, nauczyciel też ma obowiązek skończyć wczesniej jesli widzi, że dzieci sa zmęczone.
UsuńCały system jest niestety troszeczkę chory. Ja mogę opisać na przykładzie mojego ogólniaka. Historia - uczymy się o Mezopotamii, Aleksandrze Macedońskim, rodach królewskich Francji i Anglii, ale nigdy nie zdążymy dojechać do historii współczesnej - jak tutaj ustosunkować się do dzisiejszej sytuacji politycznej, nie mając wiedzy o latach powojennych ( na tych zazwyczaj się kończy czas w klasie maturalnej). Uczymy się kilkunastu niepotrzebnych przedmiotów, mając dwa miesiące do matury, zamiast pisać prezentację z polskiego, uczę się na sprawdzian z WOK-u, z którego wiedza na nic mi się nie przyda. Nauczyciele przemęczeni, mają pełno papierkowej roboty, nie mogą nadążyć z materiałem co potem się przekłada na poziom naszej wiedzy. Są i pozytywne przykłady, ale tych jakoś w ostatnich czasach mniej ;/
OdpowiedzUsuńAdicto-a-la-vinda,
Usuńmiałam podobne wrażenia. Klasa czwarta - Mezopotamia; w szóstej do wojny "nie dojedzienie". W gimnazjum - od początku. W liceum - znowu to, co odległe. Na Wiedzy o społeczeństwie nadrobić tego się nie dało.
Co do WOK-u - nie lubiłam. Nie lubilam, bo nie bylo tak praktyki, bo Pani nie zabierala do miasta, nie pokazywała teorii na przykładach. Owszem, "wykułam" sięcech charakterystycznych wielu budynków... W głowie za dużo nie pozostało.
Pozytywów mniej, musimy sami je kreować. Pozdrawiam! ;)