8 marca 2012

ODPOCZYNEK (NIE)KONIECZNY

Walka o zniesienie przywilejów trwa. Jednak choć niektóre są  –  wreszcie zauważane i zmieniane, przechodząc obok innych nadal pozostajemy obojętni. Szybko zarysowuje się pytanie o powód powstawania takich sytuacji. Stach przed buntem, brak motywacji do podejmowania działań, lenistwo? Nie zmienia to faktu, że jeśli nie jest nim nasza pełna akceptacja, pozostawiamy w rzeczywistości to, czego być nie powinno.

Rozmawiając o przywilejach poszczególnych grup zawodowych, trudno byłoby pominąć kadrę nauczycielską. Ta – niewątpliwie – ma ich sporo. Niezgodne z prawdą jest (czego rozważała w tym miejscu nie będę), że pedagodzy pracują cztery godziny na dobę, jednak dwumiesięcznych wakacji i wolnych weekendów wielu może im pozazdrościć.  Przy tym zestawieniu absurdalnym więc wydaje się być fakt, że kolejnym przysługującym uprawnieniem jest roczny urlop dla podratowania zdrowia. Zdrowia, które jest potrzebne każdemu, bez względu na to, czy pracuje w szpitalu, wojsku czy szkole.

Tydzień temu miałam okazję poznać mamę dwuletniej dziewczynki. Nie ukrywała, że po urodzeniu dziecka skorzystała ze zwolnienia zdrowotnego, dzięki czemu dłużej dostawała pieniądze (czego nie miałaby w przypadku urlopu wychowawczego). Trudności u lekarza? Żadnych. Przecież po dziesięciu latach pracy można czuć zmęczenie i przygnębienie. Kreda nie wpływa dobrze na nasz organizm, cztery godziny głośnego mówienia obciążają krtań. Układ odpornościowy jest osłabiony, skutkiem czego częściej chorujemy. A przecież tak być nie powinno.

O zwolnieniach w ostatnim czasie jest głośniej. Wykorzystuje się je systematycznie, zapominając niekiedy o stanie zdrowia pracownika. Nic dziwnego, że nieczęsto spotyka się tych, którzy z szansy rzekomego odpoczynku rezygnują. W końcu dlaczego mieliby to robić, skoro na spożytkowanie go trafia się wiele okazji? Może to być chęć spędzenia większej ilości czasu z rodziną, napisania książki, remontu domu, czy powiększenia swoich zarobków, pracując – dla przykładu – w firmie swojego partnera.

Przy zainteresowaniu się tym zagadnieniem ze strony politycznej, na pewno pojawiłby się bunt. Nie byłoby w tym nic dziwnego – potocznie mówiąc, „każdy walczy o swoje”. Jednak czy byłby on uczciwy? Na jakiej podstawie dokonano takiego wyróżnienia i dlaczego akurat ta grupa zawodowa może na nie liczyć?  

20 komentarzy:

  1. A taki spawacz ma taki urlop na podratowanie zdrowia? Psują mu się oczy, jak słabo widzi to pewnie często boli go głowa. Kiedy z głową jest już źle to bardzo łatwo o wypadek przy pracy. Dla bezpieczeństwa naszego i spawacza, spawacz MUSI mieć roczny urlop zdrowotny !!!

    OdpowiedzUsuń
  2. No faktycznie nauczyciele mają się dobrze z tym wolnym.. ale podejrzewam, że niedługo ktoś coś z tym zrobi. Mój tata miał wypadek na kopalni, w którego wyniuku przez rok był na zwolnieniu.. i mimo tego, że to wypadek musi odrobić to na kopalni żeby przejść na emeryturę. Sprawiedliwość ;)
    Jednak daleko jestem od gadania, tak jak każdy, że nauczyciele to mają się tak dobrze, oh, ah. Każdy zawód jest inny.. chociaż jak już kiedyś wspominałem, nauczyciele nie wszyscy zasługują na swoje posady,
    pozdrawiam! :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Underground,

      nie uważam, że 'nauczyciele to mają się tak dobrze'. Zawód trudny (przy zalożeniu, że naprawdę dobrze wykonujemy swoją pracę). Jednak urlop dla podratowania zdrowia w takiej formie mi kompletnie nie odpowiada, z uczciwością nie mając zbyt wiele wspólnego.

      Pozdrawiam!

      Usuń
  3. Heh, to ja trochę z innej strony. Moja mama jest nauczycielką, pedagogiem specjalnym w szkole specjalnej i widząc z jakimi sytuacjami spotyka się w swojej pracy nie widzę nic w tym złego, że taka możliwość istniej. Wiem, bo dalej mieszkam z mamą pod jednym dachem, że jest wyczerpana i ma powody, aby o taki urlop się starać...

    W sumie prawie każda budżetówka ma jakieś takie dziwne prawa. Policjanci i wojskowi wcześniejszą emeryturą, nauczyciele możliwość urlopów zdrowotnych... Cóż, zależy jak na to patrzeć, ja, jak wyżej pisałem, akurat urlop zdrowotny rozumiem.

    Gdyby nauczyciele pracowali 4h dziennie to nie potrzebowaliby tego typu udogodnień :P A wolne weekendy i 2 miesiące wakacji to często też niestety mit... Rady pedagogiczne zaczynają się w połowie sierpnia, a weekendy mama często spędza na przygotowywaniu materiałów do pracy na następny tydzień.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mikołaj,

      oczywiście, że cztery godziny dziennie pracy to mit. Nie zgodzę się jednak co do wolnych wakacji - rady pedagogiczne często są pod koniec sierpnia, więc pojawiają się prawie dwa (1,5) miesiące wolne. Co do weekendów - tak, trzeba się przygotować, ale taki obowiązek jest w wielu zawodach (np. oddziałowa), więc nie rozumiem wyróżnienia akurat w tym przypadu. Dlaczego pielęgniarka, która pracuje na oddziale onkologicznym (więc duże obciążenie), takie urlopu nie ma? Dlaczego pracownik fizyczny nie może zdrowia podratować?

      Usuń
    2. Myślę, że nauczyciel to też pewnego rodzaju pracownik fizyczny, szczególnie w młodszych klasach :P :) Co do pielęgniarek... Nie wiem co odpowiedzieć. Nie spotykam zbyt wielu pielęgniarek a nauczyciela mam w domu codziennie. Dlatego jestem stronniczy.

      1,5 miesięczne wakacje są między innymi dlatego, że szkoła tak po prostu działa, że uczniowie mają przez 10 miesięcy zajęcia, co w czasie wakacji mają robić nauczyciele? Malować klasy lekcyjne? :)

      Usuń
    3. Nie wyrażam sprzeciwu wobec wakacji. Nauczyciele dużo pracują w trakcie roku szkolnego, powinni wykazywać się kreatwnością i wyobraźnią - niech wypoczną. Jednak urlop zdrowotny - bardzo często nadużywany - jest, moim zdaniem, zbędny. ;)

      Usuń
  4. Jezusie, wreszcie ktoś mądrze na to spojrzał! Sandro, cieszę się, że jest taka osoba. Że pomimo tego, że chcesz być nauczycielem, zauważasz wiele absurdów tego zawodu. BRAWO!

    OdpowiedzUsuń
  5. Rownież spotkałem się z wieloma nadużyciami z tej strony. Nie ma możliwości aby to kontrolować. Zresztą przywilej ten jest zbędny, nieuczciwy. Dlaczego ludzie, którzy mają tyle wolnego, mają jeszcze rok (więcej, bo mogę kilka razy korzystać) urlopu? A inni?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Niestety, kontrola nie będzie skuteczna. Trzeba sie zastanowić, czy przywilej ten rzeczywiście jest konieczny i zabrać się za rozwiązanie problemu. Pozdrawiam!

      Usuń
  6. Powiem na moim przykładzie: moja mama jest nauczycielką. Myslę, że dobrą. Skorzystała dwa razy z urlopu zdrowotnego. Nie było cieżko zdrowa, po prostu chciała odpocząć. Cieszę się, że miala taką możliwość, ale naprawdę to było nieuczciwe. Przecież ludzie chorują w wielu zawodach, nie ma znaczenia, czy to nauczyciel, prawnik czy lekarz. Wtedy idą na zwolnienia lekarskie. Przywilej ten moim zdaniem powinien zniknąć. Pozdrawiam, Agis!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Przykład Twojej mamy pokazuje, że o otrzymanie rocznego urlopu nie trzeba się długo starać. Również zgadzam się z tym, że przywilej jest zbędny. Pozdrawiam!

      Usuń
  7. Rzeczywiście, jesli Państwo ma się utrzymać, trzeba coś z tym zrobić.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hah, akurat żeby państwo się utrzymało to można by zmienić tysiące innych rzeczy, które dałyby więcej oszczędności w budżecie :) Tylko, że wtedy trzeba by ciąć gościom którzy zarabiają bo 8 - 9 tys. a nie jak nauczyciele...

      Usuń
    2. Moim zdaniem takie zmiany także są konieczne.

      Usuń
  8. Nauczyciel, niewątpliwie zawód trudny. W jego kompetencje nie wliczają się tylko lekcje, lecz także dyżury na przerwach, ale przede wszystkich odpowiedzialność! Nie mówiąc już o tym, czy wszyscy wykonują te obowiązki prawidłowo, bo to pozostawia wiele do życzenia, jednak mam w szkole nauczycielkę, co w jednym roku straciła syna(zmarł) i rozwiodła się z mężem, a była słaba emocjonalnie, poza tym uczniowie robili jej "śmieszne" żarty (nakładali prezerwatywy na klamkę jej sali, kradli jej okulary, czy sypali drobinki kredy do rękawiczki gumowej, którą zakładała, ponieważ była uczulona na kredę - co można nazwać największym chamstwem i głupotą. Wszystko to nałożone na siebie, zaowocowało poważnym pogorszeniem stanu psychicznego, przez co musiała wykorzystać ten przywilej urlopu. Więc spokojnie można powiedzieć, że szkoła dla nauczyciela to nie tylko praca, tylko drugi dom, gdzie też ma dużo problemów, obowiązków i musi dodatkowo, ''ponad podstawę programową'' - wychowywać dzieci, które nie zostały wychowane w domu.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. PanMM,

      o wielu zawodach można powiedzieć "drugi dom" (choć tego określenia nie stosowałabym w ogóle, uważając je za nudużycie; słowo "dom" ma dla mnie wymiar szczególny).

      Przerwa - oczywiście, że nauczyciele pracują. W wielu zawodach nie ma przerwy co 2 czy 4 godziny, więc dla mnie w tym, że nauczyciel ma dużyr na korytarzu, nie ma nic zaskakującego.

      Do przypadku, który opisałeś, odwoływała się nie będę, gdyż syttuacji nie znam. Uważam jednak, iż nauczyciel jest na tyle trudnym zawodem, że uzyskanie uprawnień do jego wykonania powinno wiązać się z terapią psychologiczną ("nawiasem mówiąc", polecaną każdemu) i szczególnym przygotowaniem pedagogicznym. Bez tego sytuacji, o których wspomniano powyżej, może być (a i zapewnie będzie) więcej.

      Pozdrawiam!

      Usuń
  9. Zadziwiające, ale pokrzepiające jest to, że wypowiada się w taki sposób przyszły nauczyciel. :)
    Wiele grup zawodowych cały czas ma niewytłumaczalne przywileje, które w moich przekonaniu są pozostałością z poprzedniego ustroju. Roczny urlop jest dziwnym wynalazkiem, ale bardziej martwią mnie zwolnienia lekarskie, o których wspomniałaś. Pracownicy prywatnych przedsiębiorstw starają się, by okres zwolnienia stanowił niezbędne minimum - "jak tylko się lepiej poczuję, idę do pracy". Z tego, co pamiętam ze szkoły, nauczyciel choruje zazwyczaj dwa tygodnie. Od razu myślę o wynikających z tego negatywnych konsekwencjach nie tylko dla szkoły, ale przede wszystkim dla uczniów. Co więcej, bardzo trudno jest zwolnić nauczyciela będącego zatrudnionym na umowę o pracę na czas nieokreślony - w grę wchodzą jedynie względy zwolnienia dyscyplinarnego, czyli właściwie często chorujący nauczyciel jest nie do ruszenia, a przecież dość poważnie dezorganizuje on pracę szkoły.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Anonimowy,

      w jednej z bydgoskich szkół wprowadzono dzienniki elektroniczne. Początkowo byłam do tego nastawiona sceptycznie (właściwie nie wiem, z czego to wynikało). Teraz uważam ten system za rewelacyjny. Nauczyciele wpisują wszystko "w komputer": tematy lekcji, oceny, obecności, zwolnienia, swoje wskazówki. Dzięki temu, gdy jedna osoba zachoruje (i nie będzie mogła pracować przez dwa tygodnie), kolejny nauczyciel wie, jaki temat byl realizowany, co powinno być dalej (tematy wpisywane są z wyprzedzeniem) oraz zna wskazówki dotyczące realizacji materiału. Sądzę, że ten pomysł rozwiązuje w jakiś sposób dezorganizację chorobową, o której wspomniałeś.

      Pozdrawiam!

      Usuń