2 września 2011

WYKŁADOWCO, NIE NUDŹ!

Magia – trudno byłoby znaleźć trafniejsze określenie. Wszechstronnie wykształcone osoby, ludzie stanowiący (przynajmniej teoretycznie) przykład, określani często jako elita, wymyślili sposób idealnie pasujący do młodzieżowego hasła „Co zrobić, żeby się nie narobić, a zarobić”.

Niewielu z nas zdaje sobie sprawę, że już od czasów szkoły podstawowej mamy do czynienia z czarami. Dobre dusze, uczące nas matematyki, przyrody, języka polskiego czy historii, posiadają cudowny element, do którego wrzucona zostaje cała wiedza z danego przedmiotu. Dlaczego na uczelniach wyższych wykładowcy kontynuują ten dziwny trend?

Dla uczciwości, warto wspomnieć o wstępie. Przecież  początki, jak zwykle, są trudne. Idzie opornie. Trzeba usiąść przy biurku i zmarnować dzień, drugi, trzeci, dziesiąty. Szukanie, skracanie, przepisywanie. Wreszcie dumnie można spoglądać na swoje dzieło: magiczny zeszyt w pełnej okazałości. Teraz wystarczy zająć odpowiednie miejsce na sali wykładowej. I czytać, czytać, czytać. Co kilka minut podnieść głowę. W przypływie dobrego nastroju, przejść się po sali. Czasami kaszlnąć. „Dziękuję za uwagę. Do zobaczenia za tydzień.” – rzucone na koniec. Półtorej godziny odbębnione, wiedza przekazana, porządek na sali utrzymany, pieniądze zarobione – misja zakończona. Czy na tym polega wykład?

Powszechnie znana jest opinia dotycząca tego, że student rzadko kiedy pasjonuje się tym, co dzieje się na zajęciach. Uczniom zarzuca się brak zaangażowania, sceptyczne nastawienie oraz niekulturalne zachowanie. Często skargi te są zgodne z prawdą, jednak warto zastanowić się, czy winę za to ponoszą tylko studenci. Niektóre przedmioty są trudne do przyswojenia. Dorzućmy do tego wieczór oraz spokojny, cichy głos wykładowcy. Czy w takich warunkach możliwe jest siedzenie w jednym miejscu przez dwie godziny i zapisywanie z uśmiechem wszystkich informacji? Nie oszukujmy się, nie każdy z nas ma nadprzyrodzone zdolności. Przekonują się o tym choćby żacy, którym zdarzyło się zasnąć na wykładzie. Teraz otwarcie przyznają, że omijają takie zajęcia, uważając je za stratę czasu.

Sposobów na walkę z pasjonującymi wykładami jest wiele. Czytanie książek i gazet, gra w „państwa i miasta” czy „kółko i krzyżyk”, korespondencja ze znajomymi, rozwijanie zdolności plastycznych...  Biorąc pod uwagę kreatywność studentów (twórczość powstałą z przyczyny wykładowego uśpienia), trudno byłoby wymieniać je wszystkie. Narzuca się natomiast pytanie: Do czego sprowadzają się wykłady prowadzone na wielu uczelniach wyższych?  Dlaczego nadal wielu wykładowców potrafi „zachęcić” do przyjścia na wykłady tylko poprzez wzbudzenie strachu w postaci listy obecności?

Czasami (na szczęście!) za sprawą nauczycieli podchodzących do swojego zawodu w sposób profesjonalny, zajęcia stają się prawdziwą przyjemnością. Czym wykładowcy przyciągają słuchaczy? Oczywiście, podstawą jest wiedza, której przekazanie powinno być uznane za cel nadrzędny. Do tego warto dorzucić coś na rozbudzenie studentów. Sposobów na akademickie show jest wiele. Ożywiające mogą być zarówno animacje wzbogacone oprawą muzyczną, dołączone do prezentacji multimedialnej, jak i – wydawałoby się nic nie kosztujące – ciekawe anegdoty, wtrącenia, odpowiednia intonacja głosu.

Wbrew pozorom studenci chętnie chodzą na wykłady. Oczywiście, nie należy mylić miłych zajęć z tymi, na których wykładowcy sprawdzają obecność, aby zapewnić sobie sztuczne grono słuchaczy. Szczerą popularnością, zainteresowaniem, które nie jest zrodzone strachem, cieszą się lekcje prowadzone z pełnym zaangażowaniem  nauczycieli,  promieniujących pasją na kilometry. Niestety, nadal wielu wykładowców nie zdaje sobie sprawy z tego, że „Umysł nie jest naczyniem, które należy napełnić, lecz ogniem, który trzeba rozniecić”. 


40 komentarzy:

  1. Trafiłem tutaj przypadkowo, i chciałem zapytać na jaką uczelnie chodzisz? Ja jestem z UTP i tam takich przypadków nie spotkałem. Przeczytałem wszystkie notatki i zauważyłem, że poruszasz tematy, na które wszystko już zostało powiedziane, nie wnosisz nowych pomysłów, rozwiązań. Zastanów się czy warto pisać coś co jest powieleniem czegoś co już wcześniej napisało x osób.
    Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
  2. Wydaje mi się, że nie ma znaczenia, o jaką uczelnię chodzi. Poruszając temat ważny dla wielu osób, podaję przykłady rozwiązań, jakie można byłoby zastosować oraz zachęcam do dyskusji na poziomie.

    Zainteresowanie blogiem pokazuje, że warto.

    OdpowiedzUsuń
  3. studiuję w bydgoszczy, mój brat w Toruniu - problem bardzo częsty. dobrze, że go poruszasz, mam nadzieję, że wykładowcy trafią na adres bloga. tak trzymać!!

    OdpowiedzUsuń
  4. Świetne! i jak najbardziej prawdziwe :)
    Sylwia;)

    OdpowiedzUsuń
  5. bynajmniej =/= przynajmniej.
    Anton słusznie prawi - piszesz o prawdach oczywistych, nie podsuwasz innowacyjnych rozwiązań. Charta non erubescit, ale trudno mi znaleźć cel w takim powielaniu treści - to nie tworzy "dyskusji na poziomie" do tworzenia której aspirujesz.

    OdpowiedzUsuń
  6. Sylwio,

    dziękuję.

    N.F.B.,

    Każdy ma prawo do swojego zdania. Dziękuję za głos w dyskusji.

    OdpowiedzUsuń
  7. Marko,

    mam podobne doświadczenia. Niestety, problem często spotykany.

    OdpowiedzUsuń
  8. Mam nadzieję, że TEN głos w dyskusji będzie przydatny i coś wnoszący - a w każdym razie fragment odnoszący się do ortografii, graniczącej z semantyką.

    OdpowiedzUsuń
  9. Piszesz bardzo mądrze. Proponuję rozreklamować to wśród wykładowców.

    OdpowiedzUsuń
  10. Teoria piękna, tylko po dwóch latach pracy w zawodzie prawdopodobnie dopadnie Cię kryzys i wypalenie zawodowe. Taki los Ikara - idealistyczne podejście. Prawdziwa szkoła to trochę więcej niż pięknie uśmiechnięte pluszowe misie usadzone w wyimaginowanych ławkach, o których wspominałaś wcześniej. Poza tym - co zauważyli inni - poruszasz po raz kolejny i tak opracowane już tematy, a nie podajesz - wbrew temu, co piszesz - nowych rozwiązań i alternatyw. Bo hasło: to trzeba zmienić, tak być nie może - nie jest żadnym rozwiązanie, lecz pustym, niemal politycznym sloganem.

    OdpowiedzUsuń
  11. Brawo Sandro.
    Wykład jest najmniej efektywną metodą nauczania szczególnie gdy ten zeszyt, czy książka pochodzi sprzed - powiedzmy - 20 lat. Gdyby tak jeszcze ksero z tego wykładu czekało na studenta w jego skrzynce pocztowej, to można posiedzieć?
    Zastanawiam się czy Twoi oponenci nie są przypadkiem wykładowcami?

    OdpowiedzUsuń
  12. Magdussek,

    dziękuję za miłe słowa. Czy nagłośnienie tematów wśród wykładowców spowoduje zmianę? Warto spróbować, aczkolwiek w tym wypadku "zainwestowałabym" w studentów. Tych, którzy chcą i mają prawo wymagać więcej.

    Anonimowy,

    nie wydaje mi się, aby porównywanie mnie z Ikarem było trafne. O wyimaginowanych misiach nie wspominałam. Zdaję sobie sprawę z tego, jak wygląda prawdziwa szkoła i JESTEM PRZEKONANA, że można wprowadzić w niej wiele korzystnych zmian (jednak tutaj proponuję poczytać opinie fachowców w tej dziedzinie, którzy mają podobne zdanie).

    OdpowiedzUsuń
  13. Tatul,

    cieszę się, że osoba, która tyle lat mogła przyglądać się podobnym schematom podczas pracy zawodowej, ma podobne zdanie na ten temat. Niestety, mimo mizerności efektów wykładu, nadal przeważa. Cóż, wymaga najmniej pracy, przecież przy innych formach trzeba popracować trochę więcej.

    OdpowiedzUsuń
  14. ale rozbawiły mnie te komentarze! ludzie czytajcie notki, a potem komentujcie - tak wypada. zawiść od Was kipi!

    świetny tekst, Sandro. kolejny.

    OdpowiedzUsuń
  15. Ważny problem. Po komentarzach widzę, że nasz społeczeństwo to banda zaciemniałych kretynów, ale nie poddawaj się, Sandri. Walcz, walcz! Dzięki takim osobom coś może zmienić się na lepsze! :)

    OdpowiedzUsuń
  16. Problem "nie diagnozuj, nie narzekaj, ale sam weź się do roboty i pokaż jak poprawić to co ci się nie podoba" jest stary jak świat. Ojcem krytyki jest Sokrates. Wiemy jak skończył, ale jakoś dziwnym trafem jego imię jest wieczne, a o tym kto go wykończył mało kto wie. W PERELU mówiło się, że krytyka powinna być konstruktywna, czyli - nie krytykuj, lecz zaangażuj się.
    Jak zmienić szkołę - szybko i skutecznie ? Piekielnie trudne zagadnienie. Jakich działań użyć, jakich metod ? Kto ma zacząć i w jaki sposób ? To potwornie wielka machina, która działa siłą inercji.
    Życie pokazuje, że zmienianie najlepiej zaczynać od środka, od siebie. Ale jak to zrobić w przypadku tak wielkiej i monolitycznej organizacji ?

    OdpowiedzUsuń
  17. Czytam rozmowy Krystyny Romanowskiej z Anną Radziwiłł, Jackiem Jakubowskim i Mirosławem Sawickim. Lektura fascynująca i wstrząsająca. Wstrząsająca, bo ich diagnozy, wizje i postulaty z roku 2004 nic nie straciły na swej aktualności. Dlaczego ?!!! Odpowiedź jest prosta: Polska wykonała po 1989 wielką, rewolucyjną transformację poprzez zmianę swoich FUNDAMENTÓW. Oświata nie dokonała takiej zmiany. W oświacie są dobrzy ludzie, dobre projekty i dobre intencje. Identycznie było w PEERELU. Przecież wtedy też były dobre pomysły i wspaniali działacze. Ale wszystkie działania były skazane na porażkę, ponieważ system był opart na złych, fałszywych zasadach fundamentalnych. Tak samo jest w oświacie. Staramy się wdrażać działania reformatorskie i nowoczesne projekty w systemie opartym na przestarzałych, fałszywych, szkodliwych zasadach. Skupiamy się na czynnościach, zamiast na fundamentalnych zasadach. Tak samo jak w PEERELU.

    OdpowiedzUsuń
  18. Wiesławie,

    problem stary jak świat. Narzekanie nie mija, ludzie nic nie robią (a takim podejściem niszą nie tylko swoje zdrowie, lecz także innych). Niestety, mało kto uświadamia 'młodym' (i nie tylko), że warto coś robić). Obecnie raczej panuje pogląd: 'bądź jak list, liczą się pieniądze i jak najmniej pracy'.

    Skutecznie i szybko zmieniać się nie da (bynajmniej nie przy tych nakładach finansowych). Wszyscy nauczyciele także się nie zainteresują, ale stopniowo...? Myślę, że warto. Warto mówić rodzicom, czego mogą wymagać. Warto nie tylko krytykować tych, którzy źle postępują, lecz także pokazywać im, że można to zrobić inaczej, lepiej.

    Zaczynajmy zmieniać siebie, miejsca, w których uczymy, do których chodzimy. Nie zawsze jest to możliwe, jednak wierzę, że w większości przypadków jest odwrotnie.

    W Polsce, niestety, cały czas eksperymentuje się na dzieciach, wmawiając, że jest to związane z ich dobrem. Co roku coś nowego, byle spróbować, 'a może się uda'.

    OdpowiedzUsuń
  19. Juce i Kubusowi dziękuję za słowa otuchy.

    OdpowiedzUsuń
  20. Jak zwykle poruszasz istotną kwestię -> może w woli uściślenia powiem że na te śpiące wykłady często chodziło się nietrzeźwym :D jakoś mijało szybciej i z uśmiechem. Tendencja jest taka że według mnie najgorsze wykłady prowadzą osoby starszej daty. Są oczywiście wyjątki w obie strony i mógłbym je wymieniać ale po co :).
    Skupiłbym się ;) raczej na tym :p po co prowadzić niektóre przedmioty. Studiowałem elektronikę a miałem ochronę środowiska, marketing i kupę innych przedmiotów z których nie pamiętam nic i wątpię bym kiedykolwiek przypomniał sobie ich nazwę :) takie były ciekawe. W sumie można by temat ciągnąć dalej że cała ta jazda dąży do tego by jak najbardziej ogłupić, napakować głupotami umysł. Prawda jest okrutna i co niektórzy już ją znają że idąc do jakiejkolwiek pracy po studiach uczymy się wszystkiego od zera, i co niektórzy tylko mogą pochwalić się że w ogóle pracują w zawodzie.
    Pozdro :*

    OdpowiedzUsuń
  21. I tutaj widzę obszar obiektywnego konfliktu. Konfliktu między zwolennikami zmian ewolucyjnych, a propagatorami przemian rewolucyjnych. Bo z jednej strony "każde reorganizacja jest szalenie dezorganizująca", ale z drugiej strony "ewolucja, która nie przynosi zmian rewolucyjnych, jest fiaskiem". Coraz doskonalsza hominid to jednak nie jest jeszcze człowiek. Z punktu widzenia zarządzających oświatą metoda małych kroków jest lepsza, bezpieczniejsza, spokojniejsza. Z punktu widzenia ludzi, którzy będą żyć po 2050 roku, ten sposób może być bardzo niekorzystny. Z punktu widzenia obecnych rodziców i ich dzieci, ewolucja jest niezauważalna. Nasuwa się pytanie: skoro ewolucja trwa już ponad 20 lat, to dlaczego nie widać jej rewolucyjnych efektów ? Dlaczego wspomniana książka jest ciągle tak aktualną ? Czy nie grozi nam permanentna ewolucja bez znaczących efektów przez następne dziesięciolecia ? Analogia z latami 1970-80 jest uderzająca. Wówczas naprawdę wielu ludzi wierzyło, że można zmienić system ewolucyjnie. Nic z tego nie wyszło, na szczęście. Dopiero działania w 1989 roku przyniosły zmianę rewolucyjną. Fundamentami tej zmiany było poszerzenie wolności, pluralizm, a co za tym idzie poszerzenie możliwości dokonywania wyborów.
    Podobna rewolucja jest potrzebna w naszej oświacie. Jako rodzic chcę mieć chociaż minimum możliwości wyboru: wysłać dziecko do szkoły tradycyjnej, takiej jak teraz, działającej w jednolitym systemie zarządzanym centralnie, albo do szkoły alternatywnej, samodzielnej i samorządnej, tworzonej i zarządzanej przez pracujących w niej nauczycieli lub odpowiednie stowarzyszenie, podlegające kontroli państwa, ale pracującej według własnych programów i metod. Ja chcę mieć możliwość wyboru. Chcę wysłać moje dziecko do szkoły, która ma inne cele i zasady niż szkoły konwencjonalne.
    Stąd mój apel: uwolnić szkoły, analogicznie jak uwolniono system gospodarczy i polityczny po 1989 roku. Stąd moje pytanie: co stałoby się gdyby powiedzieć jakiejś szkole (szkołom): róbcie co chcecie - sami zorganizujcie sobie system edukacji, wybierzcie cele i metody pracy dydaktycznej i wychowawczej. Czy tak szkoła popadłaby w anarchię, czy wręcz przeciwnie ? A gdyby tak zaproponować szkołom coś takiego, czy znaleźli by się chętni do samodzielności ? Jakie byłyby skutki - porażka czy sukces ? Dać możliwość wyboru - to jest pierwszy krok prawdziwej re-ewolucji. Człowiek, nauczyciel, szkoła, uczeń - nie stawiani przed możliwościami i koniecznościami dokonywania samodzielnych wyborów działają tak, jak widać to teraz, tak jak opisują to rozmówcy z 2004 roku. Tak funkcjonowaliśmy, jako obywatele, pracownicy, firmy, urzędy, w PEERELU - od akcji do akcji. Aż dokonaliśmy wyboru: więcej wolności, ale także więcej problemów, mniej bezpieczeństwa, ale więcej szans, mniej zarządzania centralnego, ale więcej samodzielności i odpowiedzialności. Tak widzę rozwój systemu edukacji: od jednolitego, centralnie zarządzanego systemu do pluralizmu i większej samodzielności szkół.
    Ja i moje dziecko mamy bardzo mało czasu.

    OdpowiedzUsuń
  22. Pomijając wszystko inne, to jak wyobrażasz sobie ten 'ciekawy wykład', jakie 'nowoczesne metody'? Jakby mi wykładowca zaczął puszczać piosenki na wykładzie, to bym na takie wykłady więcej nie przyszła, bo to żałosne. A nawet jeśli - to skoro wykład ma 30h w semestrze, to skąd taki wykładowca ma wziąć trzydzieści różnych anegdotek, piosenek, historyjek i tańczących kurczaczków? No ludzie, studia to studia. Wystarczy odrobina charyzmy i poważne podejście do studenta. Jeśli wykładowca traktuje studenta jak myślącego człowieka, to nie czyta prezentacji z rzutnika i nie powiela tego, co napisał w podręczniku. Bo na kij chodzić na wykłady, których dokładną treść mogę znaleźć w odpowiedniej (i rekomendowanej przez prowadzącego) literaturze? Ktoś napisał o notatkach wysyłanych na maila - po to studencie masz wykłady, żeby samemu sobie te notatki robić. A jeśli chcesz pograć w kółko-krzyżyk, to zrób to w bufecie.

    Na koniec powtarzam po poprzednikach - 'bynajmniej' i 'przynajmniej' to słowa o zupełnie innym znaczeniu. Zdaje się, że nie wiesz takiej podstawowej rzeczy. A mimo to uważasz, że potrafisz uczyć dzieci? I w tej częsci mojej wypowiedzi akurat nie ma o czym dyskutować.

    OdpowiedzUsuń
  23. ekarina.blog.pl5 września 2011 11:27

    Czasem myślę, że za dużo osób studiuje i dlatego do takiego motłochu wykładowcom nie chce się gadać, nie chce im się też starać, bo większość studentów jest na studiach z kaprysu społecznego/własnego/itd , a nie pędu do dziedziny obranej. Co nie zmienia faktu, że większość wykładowców woli zaciszną prace naukową od nauczania. Niestety jedno bez drugiego nie istnieje.

    OdpowiedzUsuń
  24. Tutaj z pomocą przychodzi niż demograficzny :) i rosnące lenistwo uczniów. Jak zaczynałem studia przyjętych było ok 200 osób :) pomijając ogromny przesiew ;) bo ok 50% jak je kończyłem :D przyjęto 90 osób na mój kierunek, z czego nie wiem ile odpadło, ale suma summarum na pewno zostało ich mniej. Ogólnie wydaje mi się że co do nudy na wykładach wina leży po obu stronach i wykładowców i studentów. No i można by się jeszcze czepić samego programu. Ludzie młodzi robią największą głupotę na świecie idąc na wybrane studia tylko dlatego że ktoś im kazał, bo brat też tam poszedł, bo kolega poszedł, niektórzy idą byle gdzie bo sami nie wiedzą gdzie iść. A znam też takich którzy wybierali coś co ich w ogolę nie interesuje ale jest podobno łatwo skończyć. Takich ludzi przeważnie żaden wykład nie jest w stanie zainteresować.

    OdpowiedzUsuń
  25. Marcinie,

    tendencję, o której wspomniałeś, także zauważyłam, jednak są wyjątki (jak dobrze, że one są). Z dalszą częścią wypowiedzi także się zgodę - odnoszę podobne wrażenie, jeśli chodzi o studia polonistyczne, po rozmowach ze znajomymi wiem, że ich zdania są podobne. Na pewno jest to jedna z wielu przyczyn braku zainteresowania. Do tego dochodzi fakt, że studia przestały być prestiżem, że wykształcenie wyższe zdobywa się z łatwością... masa czynników, które przyczyniają się do opisanego problemu.

    K.,

    dziękuję za wypowiedź. Wydawałoby się, że osobie, która tak ceni wysoki poziom wykładów, nie trzeba tłumaczyć, że dobry nauczyciel to nie ten, który wie wszystko.

    OdpowiedzUsuń
  26. Wiesławie,

    temat rewolucji i ewolucji zawsze budzi spore dyskusje. Masz rację, że ewolucja nie przynosi efektów, ale z drugiej strony: co to jest ewolucja? Dla mnie są to eksperymenty, które zazwyczaj nie są poparte niczym szczególnym. Sądzę, że gdyby ewolucję przeprowadzać poprawnie: gdyby naprawdę ją przeprowadzać, a nie sądzić, że zmiana matury, czy programu coś zmieni, można liczyć na sukces.

    Możliwość wyboru - rozwiązanie dobre, ale czy polskie szkoły są na to gotowe? Znajdzie się wiele ambitnych, które będą nadal się rozwijały, ale co z tymi gorszymi? Nie wiem, czy na takie działania jest gotowe nasze społeczeństwo.

    Rewolucję bym chętnie popierała, gdybym wiedziała, że znajdą się na to środki finansowe. I mądrzy ludzie, którzy będą w stanie to zorganizować.

    OdpowiedzUsuń
  27. Ekarina,

    sądzę, że powinien być podział na wykładowców, którzy mają umiejętności dydaktyczne, pedagogiczne i tych, którzy piszą świetne teksty, ale nie potrafią pracować z młodzieżą. Może to by coś zmieniło?

    Fakt, że studia stały się 'masówką', również wiele zmienia.

    OdpowiedzUsuń
  28. Wiesławie,

    niestety, nie mogę dodać komentarza na moim blogu. Czy w swojej ostatniej notce (w 'również na ten temat') miałeś mnie na myśli?

    OdpowiedzUsuń
  29. Sandro.
    "Czy w swojej ostatniej notce (w 'również na ten temat') miałeś mnie na myśli? " - poproszę o przybliżenie, sprecyzowanie, bo pogubiłem się.

    Temat ewolucji/rewolucji oświatowej. Nie jesteśmy gotowi do niej. Ludzie nigdy nie byli gotowi do żadnej rewolucji. Ale nasz rozwój to ciągły proces ewolucji i rewolucji. Ewolucja jest wygodna, rewolucja niewygodna.
    Najlepsze są są proste rewolucje. Na przykład polegające na przestawieniu kilku "klocków", zasad, paradygmatów. Kopernik przestawił dwa, Darwin też niewiele. Ile klocków przestawiliśmy w 1989 roku ?
    "Drzwi do zmiany otwierają się tylko od środka". Trzeba jedynie stworzyć odpowiednie warunki i dać impuls.
    Obecnie obowiązuje jeden "oczywisty" paradygmat: system oświaty musi być tylko i wyłącznie jeden. Jak za komuny: jedna partia, jeden związek zawodowy, jeden przemysł. Wystarczyłoby usunąć tę "oczywistość". Bo niby dlaczego nie mogą być np. dwa systemy oświatowe ? Np. centralny i autorski ? De facto tak "trochę" jest: szkoły Montessori działające na granicy prawa, niemalże w podziemiu.
    Wiem, wiem - fantazja, bujanie w obłokach, trzeba trzymać się ziemi. Wszystkim, którzy są tak mówią, polecam sprawdzić jakie prognozy snuli fachowcy myśląc o komunikacji miejskiej w dziewiętnastowiecznym Paryżu. A przecież Wasze dzieci będą żyć w XXII wieku !
    Polecam wszystkim zainteresowanym Kongres Obywatelski 5 listopada: http://www.pfo.net.pl/

    OdpowiedzUsuń
  30. Zapomniałem dodać: SZKOŁO, NIE NUDŹ !

    OdpowiedzUsuń
  31. Chodziło mi o ostatnią notkę na http://blogrodzica.nq.pl

    Rozumiem Twoje zdanie, jednak nadal nie sądzę, aby społeczeństwo w naszym kraju było skłonne do takich zmian. Jeśli chodzi o politykę - cóż, chyba ostatnie lata pokazały, że nie ma na co liczyć w kwestii edukacji. Trzeba zacząć od zmian w środowiskach lokalnych (skoro inaczej na chwilę obecną nie można), do których ludzi i tak nie są przekonani.

    'SZKOŁO, NIE NUDŹ!' - o tym można byłoby pisać, pisać, pisać, pisać...

    OdpowiedzUsuń
  32. Sandro.
    Poprawiłem na moim blogu komentowanie.
    Pozwoliłem sobie wskazać Twój tekst, bo jest ciekawy i "po linii".
    Pozdrawiam - Wiesław Mariański.

    OdpowiedzUsuń
  33. Dziękuję bardzo (i za polecenie, i za poprawę komentowania).

    OdpowiedzUsuń
  34. ekarina.blog.pl8 września 2011 10:55

    w odp Sandrze
    Nie wiem, czy takie coś jest możliwe, bo jak się nie pracuje naukowo tylko wykłada, to się człowiek nie rozwija, a jak się nie rozwija to studenci niczego nowego się nie naucza i przez 30 lat pracy jego nauczanie np w dziedzinie robotyki może być mocno przestarzałe.

    OdpowiedzUsuń
  35. Ekarina,

    rozwija się człowiek, rozwija. Podczas zeszłorocznych praktyk na poziomie szkoły podstawowej) nauczyłam się bardzo dużo. Z perspektywy czasu mogę śmiało rzecz, że więcej, niż w ciągu semestru studiów, gdyż nauka ta nie opierała się na wykuciu i recytacji, czego wielu egzaminatorów oczekuje. Wszystko zależy od nauczyciela.

    OdpowiedzUsuń
  36. Spojrzenie z drugiej strony. Jeden z profesorów ma zwyczaj pytać swoich studentów: - po co tu przyszliście, czego oczekujecie, co chcecie tutaj robić ? Według profesora większość studentów ma olbrzymie kłopoty z odpowiedzią.

    OdpowiedzUsuń
  37. no i to się znów sprowadza do tego że większość studentów studia wybiera przez przypadek :D albo z jakiś w ogóle niepoprawnych powodów.

    OdpowiedzUsuń
  38. Dokładnie. Marianie, myślę, że Marcin odpowiedział na Twój komentarz. Aktualnie panuje pogląd: 'trzeba studiować, bo studiują niemal wszyscy; skoro nie ma pracy po studiach, to co będzie bez nich?'

    OdpowiedzUsuń
  39. Gdzieś, kiedyś przeczytałem:
    Zły nauczyciel: patrzcie jaki jestem mądry.
    Dobry nauczyciel: patrzcie jakie to proste.

    OdpowiedzUsuń
  40. /w odpowiedzi/
    myślę, że w dziedzinach np. technicznych rozwój polega bardziej an działaniu niż wykuciu

    OdpowiedzUsuń