Spór dotyczący nauczania religii w szkołach trwa niezmiennie od lat. Czy ktoś wreszcie zwróci uwagę na tych, którzy powinni być w nim najważniejsi?
Problem zazwyczaj narasta przed wyborami, gdy zarzuty w stosunku do konkurentów powinny być głośniejsze. Pojawiają się kłótnie i ataki wobec wygłaszających bez obaw swoje negatywne zdania na ten temat. Zdania – podkreślę - które zazwyczaj wcale nie są związane z wrogim nastawieniem do Kościoła i wiary. Zewsząd docierają debaty często niemające sensu, artykuły i audycje, w których nikt nie zwraca uwagi na potrzeby samych zainteresowanych. Czy obserwacja otaczającej rzeczywistości nie wystarcza, aby zauważyć, że wymarsz młodych z kościoła się nasila, a lekcje religii coraz częściej są omijane?
Argumenty związane z tym, że nikt nie zmusza dziecka do uczęszczania na zajęcia, nie wydają się prawdziwe. Już w szkole podstawowej uczeń, który nie pojawi się na nich, jest piętnowany (niestety, nie tylko przez swoich rówieśników). Późniejszy okres buntu przysłania sprawę, gdyż staje się świetnym wytłumaczeniem braku zainteresowania religią. W szkołach średnich młodzi nie kryją, że przedmiot ten służy do przepisywania zaległych zadań domowych czy zaczepiania nauczyciela. Opiekuna, który często nie daje sobie rady z uczniami – zazwyczaj nie ma żadnego przygotowania pedagogicznego.
Kolejny aspekt często pojawiający się w różnych dyskusjach: ocenianie. Wydawałoby się, że zajęcia oparte na nauczaniu biblijnym z takich praktyk zrezygnują. Tymczasem dzieci, szczególnie te młodsze, narażone są na kolejne emocje i stres. Czy to naprawdę jest zgodne z religią katolicką?
Coraz częściej poruszany jest temat szkodliwości nauczania religii. Teoria ta nie wydaje się zbytnio odbiegająca od prawdy. Uczniom mówi się, że homoseksualizm jest naruszeniem naturalnego ładu moralnego, a seks przed małżeństwem, który wśród młodzieży jest normalną sprawą, niemal nie uzyskuje komentarza, gdyż katecheci nie wiedzą, jak reagować. Rozwiązanie? Jak najszybsze usunięcie przedmiotu ze szkół: czy to poprzez przeniesienie go do salek katechetycznych, czy zastąpienie przedmiotem religioznawstwo. Z korzyścią dla wszystkich, zwłaszcza tych, którzy rzeczywiście chcą pogłębiać swoją wiedzę na temat wiary katolickiej.
przede wszystkim w 90% szkół nie ma czegoś takiego jak etyka
OdpowiedzUsuńAnonimowy,
OdpowiedzUsuńniestety, nie ma, a jeśli jest, to uczą ją nauczyciele, którzy najzwyczajniej uzupełniają sobie godziny.
Etyka być powinna (nie zamienna dla religii katolickiej), jednak prowadzona przez odpowiednie osoby.
KOLEJNA ZAJEBISTA NOTKA! DZIEWCZYNO, JESTEŚ WIELKA! POWINNAŚ BYĆ PANIĄ MINISTER EDUKACJI!
OdpowiedzUsuńNotka ważna, podobnie jak poprzednia. Warto byłoby poświęcić trochę czasu na dyskusję. Sama jestem ciekawa, co ludzie sądzą.
OdpowiedzUsuńJa jestem za przeniesieniem religii do salek katechetycznych.
Oktavia,
OdpowiedzUsuńdziękuję za uznanie.
Anonimowy,
OdpowiedzUsuńmam nadzieję, że taka dyskusja wypłynie.
Jestem za tym, aby religia nie była nauczana w szkołach, a jestem praktykującym katolikiem. Lekcje rzeczywiście są bez sensu, skoro przychodzą na nie osoby 'wierzące-niepraktykujące', bo im mama każe. Całym sercem z kolei jestem za OBOWIĄZKOWĄ ETYKĄ DLA WSZYSTKICH. Tyle, że to nie jest jedna decyzja ministerstwa, tylko renegocjacja konkordatu.
OdpowiedzUsuńAha, nie wszyscy księża sieją nienawiść i wstydzą się rozmawiać o seksie ;]
Znasz takich katechetów co mają zatrudnienie bez przygotowania zawodowego lub znęcają sie nad dziećmi nie realizują programu nauczania to zgłoś tam gdzie trzeba. Ja takich nie znam.
OdpowiedzUsuńKrótko, bo komentarz powinien być krótki polecam:
http://www.katolik.alleluja.pl/tekst.php?numer=24465
Mar
Moim zdaniem zamiast religii (katolickiej).. powinno być religioznawstwo. Przedmiot ten dawałby wiedzę, ale jednocześnie nie nakazywał odejścia od wiary katolickiej (to dla wystraszonych ograniczonych dewotów).. pozdrawiam
OdpowiedzUsuńkolejna świetna notka dająca do myslenia, gratuluje i pozdrawiam ;)
OdpowiedzUsuńprotestanci mają szkółki niedzielne...
OdpowiedzUsuńWeronika,
OdpowiedzUsuńoczywiście, nie wszyscy, jednak wydaje mi się, że takich jest więcej (chociaż przyznaję, że spotkałam jednego rewelacyjnego księdza, który sprawił, że zaczęłam inaczej spoglądać na ten zawód - powołanie). Etyka będzie miło widziana, religia nie przynosi korzyści, bo zobrazował Twój komentarz.
Anonimowy,
OdpowiedzUsuńchodziło mi o księży, którzy takiego przygotowania nie mają. Zdaję sobie sprawę, że w przypadku katechetów jest inaczej i ich umiejętności pedagogicznych nie mam zamiaru podważać (choć sądzę, że większość nauczycieli, nie tylko katechetów, wykazuje solidne braki w tym zakresie).
Pytanie: o co chodzi z programem nauczania religii? Dlaczego dzieci uczą się na pamięć modlitw, zostając za to oceniani, a nie skupiają się na czytaniu Pisma Świętego, nie analizują mądrych fragmentów? Jaki cel ma nauka tego przedmiotu w szkole?
Niestety, znam zarówno katechetów, jak i księży, którzy otwarcie mówią, że homoseksualiści są źli, że wspólne mieszkanie przez ślubem to bunt przeciw Bogu, że po usunięciu ciąży (nawet zagrażającej życiu matki) trafmy do piekła... pewnie wielu z nas mogłoby przytoczyć wiele absurdalnych wypowiedzi.
Jachu,
OdpowiedzUsuńmoim zdaniem także tak być powinno.
lookadmirelove,
OdpowiedzUsuńdziękuję bardzo.
ekarina,
OdpowiedzUsuńsądzę, że katolicy także powinni mieć taką możliwość - jak wspomniałam, z korzyścią dla wszystkich.
Myślę Sandro, że w każdym przedmiocie nauczania można doszukać się wielkich absurdów i niekompetencji nauczających i o tym były wcześniejsze notki. Błędem jest,że rodzice bez wiary i przekonania, ale tak na wszelki wypadek biorą ślub kościelny, chrzczą dzieci, posyłają je na religię i później też na wszelki wypadek zmuszają je do ślubu kościelnego itd., a później mają w tym temacie najwięcej do powiedzenia, że ksiądz głupi, że przykazanie głupie, że modlitwa głupia, że biskup zacofany, że papież nienowoczesny... "Obyś był zimny albo gorący (nie letni)" a "Twoja mowa będzie tak, tak; nie, nie". Korzystna dla katolika jest przede wszystkim wiara, a przez nią poznawanie i odkrywanie Boga, a nie sama wiedza o Bogu bez wiary.
OdpowiedzUsuńAle póki co mamy "świetny" dokument Konkordat między Stolicą Apostolską a Rzeczpospolitą Polską. Więc nie ma mowy o rozdziale kościoła od państwa i to właściwie zamyka mi usta.
OdpowiedzUsuńI dobrze bo nic mądrego by z nich nie wyszło ;D
OdpowiedzUsuńAnonimowy,
OdpowiedzUsuńw tej notce nie chodzi tylko o błędy w nauczaniu. Myślę, że istotny jest fakt, iż taki przedmiot nie powinien mieć miejsca, należałoby jak najszybciej zamienić go/przenieść w inne miejsca. W Twoim komentarzu zostały świetnie ukazane absurdy życia codziennego (nie)wierzących katolików.
Pozdrawiam.
Aniu,
OdpowiedzUsuńmimo wszystko mam nadzieję, że niebawem w tej kwestii coś się zmieni.
Sandro, z twoich argumentów wynika jedynie, że należy wziąć się za jakość tej religii. A ty chcesz ją usunąć bo? Bo tak. W takim razie ja chcę żeby usunięto muzykę, plastykę, przysposobienie obronne, podstawy przedsiębiorczości a najlepiej to wywalmy wszystkie przedmioty humanistyczne na profilach ścisłych, bo na nich też odrabia się inne lekcje i ma w dupie nauczyciela. BO TAK!
OdpowiedzUsuńAnonimowy,
OdpowiedzUsuńtak, sądzę, że w szkole nie powinno być takiego przedmiotu jak "religia katolicka", tylko "religioznawstwo", co zapewni dzieciom większy zakres wiedzy. Sądzę, że przydatnej, biorąc pod uwagę globalizację.
biorąc pod uwagę, że jesteśmy przede wszystkim Polakami a dopiero w drugiej kolejności Europejczykami, nie zgadzam się. Przez tego typu podejście jakie prezentujesz stajemy się papką bez tożsamości. Jako, że masz styczność ze szkołą sama dobrze wiesz, że mało kto (nawet wśród dorosłych) nie potrafi nawet wymienić dat rozbiorów o ważniejszych bitwach już nie wspominając.
OdpowiedzUsuńsprostowanie: "potrafi wymienić"
OdpowiedzUsuńAnonimowy,
OdpowiedzUsuńa co ma wspólnego nauka religii katolickiej z wymienieniem dat rozbiorów? To chyba wiedza historyczna? Sądzę podobnie, historia powinna być prowadzona w sposób kreatywny, ucząc przede wszystkim wnioskowania, nie pamięciowego opanowywania poszczególnych wydarzeń. Mimo wszystko nie rozumiem odnośnie czego się nie zgadzasz.
zarys związku polskości z katolicyzmem zamieściłem w poprzednim poście i nie chce mi się powtarzać. jeśli studiując filologię nie widzisz związku katolicyzmu z naszą kulturą to widać ukw zasługuje na swoją ogólnopolską renomę. a odnośnie czego się nie zgadzam widać czarno na białym (w tym wypadku szarym) w komentarzu z godziny 10:30 tylko trzeba trochę wysilić synapsy w korze kojarzeniowej żeby zrozumieć ironię.
OdpowiedzUsuńnikt nikomu nie każe pod karabinem chodzić na religię, ale póki większość z nas jest katolikami i większość z nas uprawnionych do głosowania tego chce to tak ma zostać (na tym polega demokracja). z ewentualnymi zmianami poczekaj aż większość zostanie ateistami, agnostykami albo innymi pseudooświeceniowymi izmami. w obliczu upadku moralności nie musisz się martwić. Strzelam w 10-20 lat aż nasze pokolenie ignorantów wyrośnie i warcholstwo zacznie mieć więcej do powiedzenia.
Początkowo idea blogu wydawała mi się słuszna dopóki z problemów skupionych na ludziach i ich postępowaniu na poziomie bezpośredniej relacji międzyludzkiej przeszłaś do głoszenia polityki i to dość radykalnej. Twoje prawo oczywiście ale skoro już tak ukierunkowujesz ten blog to zacznij używać obiektywnych argumentów i dowodów opartych na logice lub wiedzy, bo do tej pory padają tylko "ja uważam", "ja myślę" BO TAK i w ten sposób otrzymasz jedynie aprobatę ludzi o tych samych poglądach natomiast nikogo nie przekonasz. Zejdźmy na chwilę do poziomu od którego zaczynałaś i skupmy się na kościele. Skoro uważasz że założenia czyli to co jest zapisane jest słuszne to skupmy się na zmianie tego żeby to co jest zapisane było realizowane w życiu. Ty natomiast strzelasz z grubej armaty- skoro jest źle to odetnijmy się od tego i stwórzmy jakąś dziwną nowość, która rzekomo ma być dla wszystkich lepsza. Ludzie się szufladkują od zawsze niezależnie od prawa i środków które wprowadzimy a każda gwałtowna rewolucja światopoglądowa kończyła się utopią.
Anonimowy,
OdpowiedzUsuńoczywiście, związek widzę i sądzę, że taką wiedzę można przekazać na historii. Lekcje religii zazwyczaj nie wnoszą w życie młodego człowieka wiedzy (jeśli nie liczyć recytowania modlitw).
Polityka? Obecna w wielu dziedzinach naszego życia. Choć sądzę, że należy działać przede wszystkim w środowisku lokalnym, sfery tej pomijać w niektórych przypadkach nie można.
Dyskusja z osobą, która swoje frustracje wyładowuje atakując innych kompletnie mnie nie interesują, więc dziękuję za komentarz i pozdrawiam.
Powiem ci, że blog jest znany wśród moich znajomych, wiele osób go chwali więc tak trzymaj Dziewczyno! Z popularnością pojawia się też zazdrość, ale nie przejmuj się, walcz!
OdpowiedzUsuńHahaha, anonimowy bo padne - a gdzie ona tutaj porusza tematy polityki? Tylko zaznacza ze problem jest wyraźniejszy przed wyborami! Psudointeligencie, uwazaj, bo sloma z butow wystaje. Pozdrawiam autorke.
OdpowiedzUsuńSłoma z butów to jest widoczna w treści merytorycznej twojego komentarza. Życzę wam wszystkim szczęścia na bezrobociu tudzież na gównianej pensji. To tyle ode mnie, dyskusja z pustymi argumentami mnie nie interesuje, tak samo jak was z atakami (których związek z frustracją może określić co najwyżej psycholog a nie student uczelni jak mawiamy w Krakowie: Uniwersytet Kurwa Wymyślili) więc już zaglądać nie będę z ulgą dla was. Pozdrawiam również ;)
OdpowiedzUsuńJednak usta otworzę!
OdpowiedzUsuńRESPEKTUJĘ.
Religia, jako przedmiot nauczania ma prawo bytu w placówkach publicznych zgodnie z prawem (Konkordat).
W kwestie merytoryczne, zgodnie z w/w aktem prawnym - Nie nam wchodzić! Dotyczy to też oceniania.
Są to zajęcia Nie obowiązkowe. Uczestniczy w nich Kto Chce.
NIE ZGADZAM SIĘ.
Błędem jest umieszczanie lekcji religii w planie lekcji tak, że powodują one "okienka" w planie tych uczniów, którzy na nią nie chcą uczęszczać.
Włączanie oceny z lekcji religii do JAKICHKOLWIEK średnich nie powinno mieć miejsca.
Nie powinno zdarzać się obowiązkowe (zazwyczaj stosowane w szkołach) uczestnictwo wszystkich uczniów w imprezach (apele, akademie, konkursy...) związane z przedmiotem religii.
OBSERWUJĘ.
Wprowadzenie religii w szkołach publicznych ma się Nijak do zmniejszenia negatywnych zachowań wśród polskiej młodzieży.
Wprowadzenie w/w nie skutkuje wzrostem liczebności gorąco Wierzących i praktykujących.
Pojawiła się istotna zmiana na lepsze w umiejętnościach dydaktycznych i wychowawczych osób uczących tego przedmiotu.
Powiem kolokwialnie: coraz mniej "cyrków" na lekcjach religii.
Jestem za rozdziałem Kościoła od Państwa przy moim Wielkim Szacunku dla osób wierzących.
Zawsze mogę znaleźć wiele argumentów do udowodnienia tej tezy, na udowodnieniu której bardzo mi zależy tylko po to, aby pokazać,że to ja mam rację.
OdpowiedzUsuń"Kształtowanie osoby ludzkiej w kierunku jej celu ostatecznego, a równocześnie dla dobra społeczności, których człowiek jest członkiem i w których obowiązkach, gdy dorośnie, będzie brał udział jest złe?
Mar
Mar:)
OdpowiedzUsuńOczywiście, że kształtowanie musi mieć Cel.
Tyko Jaki to cel?
Dla dobra społeczności. Oczywiście!
Tylko Co ta społeczność uznaje za Dobro?
A obowiązek?
To zależy, czy kształtowana osoba będzie się do niego poczuwała.
Celem ostatecznym katolika oczywiście jest Niebo, ale celem wszystkich powinno być kształtowanie człowieka integralnego (powołuję się na Zygmunta Karela), a więc takiego, u którego wartości, słowa i czyny pokrywają się.
OdpowiedzUsuńDla dobra społeczności -tworzenie siebie dla siebie pozbawione byłoby całkowicie sensu. Człowiek powinien tworzyć siebie dla innych, uszlachetniać się i doskonalić, aby jak najlepiej służyć drugiemu człowiekowi. (wszyscy chcemy mieć dobrych lekarzy, nauczycieli, księży itd...
Obowiązki wynikają z wielu przepisów, które się nieustannie dostosowuje do sytuacji. (Nie płacisz podatków? - żartuję)
Kto w świecie oprócz Kościołów zajmuje się kształtowaniem człowieka integralnego? Kiedyś robił to Stalin na masowa skalę - po swojemu. Co z tego wyszło, wszyscy wiemy.
Mar
Brawo Mar, Sandro co rozumiesz przez naukę historii przez wnioskowanie? :D To nauka pamięciowa tak samo jak biologia. Żeby coś zrozumieć i wyciągnąć wnioski trzeba najpierw wkuć inaczej nasze wnioski będą idiotyczne. Poza tym ilu historyków tyle wniosków na dane wydarzenie. Jeśli chcesz żeby Twoje dzieci uczyły się poglądów nauczyciela zamiast faktów to gratulacje :P
OdpowiedzUsuńMar :)
OdpowiedzUsuńJesteśmy w domu!
Mówisz o kształceniu Katolika. Znając założenia chrześcijaństwa, jestem Za.
Ja, jako nie katolik, podpisuję się pod tym co napisałaś/eś (trochę trudno z tą anonimowością).
Wychowanie w duchu stalinowskim też miało swój Cel.
Określony Cel w kształtowaniu człowieka ma Korea Północna.
O kształtowaniu człowieka ( w szczególności kobiet) w krajach arabskich już nie wspomnę.
Nie jestem wierząca i to nie przeszkadza mi Wierzyć w człowieka, w jego rozum, dobroć, pozytywne odruchy.
Moja wiara w człowieka nie jest związana z żadną Wyraźną religią, co nie przeszkadza mi korzystać z ich mądrych filozofii.
Anonimowy!
Powiedz to jakiemuś historykowi, że nauka historii nie opiera się na Wnioskach!!!
Gdybym miała styczność to bym powiedziała :P
OdpowiedzUsuńHistoria opiera się na przyczynach przebiegu i skutkach między którymi można oczywiście wnioskować i tak się robi ale najpierw trzeba coś wkuć bo bez tego uczniowie zaczną radosną twórczość. Nie rozumiem wiec o co autorce chodzi z tą nową kreatywnością :P
Podstawą kreatywności, oczywiście, jest wiedza.
OdpowiedzUsuńTak jest z kreatywnością, u której podstaw jest wiedza historyczna. Znajomość konkretnych faktów, ich przebiegu i skutków powinno zakończyć się wyciąganiem Wniosków.
W tym widzę Sens uczenia historii.
Bo mówienie, ze masło jest z masła - sens ma, że tak powiem, Średni.
O "chorobcia"! Chyba nie bardzo jestem pewna czy mój interlokutor rozumie pojęcie Kreatywności.
OdpowiedzUsuńByć kreatywnym to Tworzyć, być pomysłodawcą,twórcą,jednym i drugim, konstruktywnym krytykiem jednego i drugiego...
Ech!... Chyba sobie na razie "dam na luz"
Sandro!
Się Trzymaj.
Już Wam wyjaśniam o co mi chodziło, bo zaraz mnie zjecie. ;)
OdpowiedzUsuńHistoria była przedmiotem, który znienawidziłam już w szkole podstawowej. W gimnazjum uczucia te się pogłębiły. Wszystko odwróciło się w liceum, gdy trafiłam na fantastyczną nauczycielką. Okazało się, że historia nie polega na 'kuciu, kuciu, kuciu' (i późniejszym zapominaniu). Lekcje prowadzone były w taki sposób, że wiele informacji wynosiłam z nich. Naszym zadaniem było kojarzenie faktów, myślenie. W głowach miały się znaleźć najważniejsze informacje (żadne daty dzienne (jeśli nie chodziło o bardzo ważne wydarzenia), dokładne liczby wojsk - to wszystko można sprawdzić w książkach w razie potrzeby, w końcu od tego także są). Uczyliśmy się z lekcji na lekcję, przygotowywaliśmy zadania domowe, które nie polegały na przepisaniu wiadomości z Internetu, ale przede wszystkim zrozumieniu ich, szukaniu czegoś interesującego... Lekcje historii okazały się bajeczne, co więcej - do dzisiaj pamiętam wiele informacji, choć od tego czasu minęło ponad pięć lat. Takie zdanie ma większość znajomych, którzy mieli przyjemność spotkać się z ową nauczycielką.
I tak powinny być prowadzone lekcje historii. Przepisywać podręcznik i recytować go można bez pomocy nauczyciela.
No dobrze no to mamy wyjaśnione, ale co do pewnej rzeczy mam wciąż wątpliwość. Na historii nauczymy się suchych faktów natomiast nie poznamy religii katolickiej "od kuchni" a to jest ważne jeśli żyjemy wśród katolików.
OdpowiedzUsuńaniu, rozumiem słowo kreatywność jednak chciałam żeby autorka rozwinęła myśl. Darujmy sobie cięte uwagi bo znowu wybuchnie kłótnia :P
OdpowiedzUsuńMyślę, że nie wybuchnie.
OdpowiedzUsuńMyślę, że warto wspierać,towarzyszyć ( jeżeli pozwolą) takim młodym ludziom jak Sandra.
Sandro!
Teraz wiem, że jesteś Bardzo Młoda, skoro doświadczyłaś Gimnazjum jako uczennica. Jesteś w wieku mojej córki i ukochanej bratanicy (22-28).
Teraz wiesz, że nie tylko Małolaty Cię wspierają,
Tak jest! Oby tak dalej! Zgadzam się z Tobą Sandro w 100%! Musimy wyplenić kłamstwa syjonu z naszej czystej ziemi. Sława!
OdpowiedzUsuńJa, tradycyjnie widzę tu paradoks :) Młodzież czuje niechęć do religi dlatego, że (moim zdaniem) za bardzo utożsamia ją z kościołem, "czarną sektą", Rydzykiem itp; a nie z BOGIEM. Brak religii = brak Boga = brak ugruntowanej hierarchii wartości = chaos i ogólne panujące wśród młodzieży dziadostwo. Jak dla mnie, to powinien być przedmiot "Bogoznawstwo" :) Bogów mamy do wyboru do koloru, każdy wybierze coś dla siebie. Generalnie w wierze (jakiejkolwiek, bo błędem jest też traktowanie religii jako synonimu katolicyzmu) chodzi o to, by przekazać jakiś system wartości, wzory postępowania, odróżnienie dobra od zła. Tego na ogół młodym ludziom brakuje. Nie jestem osobą wierzącą, lecz poszukującą. Trzeba wybrać odpowiedniego boga dla siebie :)
OdpowiedzUsuńPolecam Światowida lub Peruna- prawdziwi silni biali bogowie a nie podłe plemię krzyża które nadstawia drugi policzek!
OdpowiedzUsuńObrzucasz błotem Kościół Chrystusowy cudzymi rękami i uważasz,że jesteś w porządku? Twoja notka właśnie temu służy i tak jest napisana, aby nie było, że to ja, tylko oni.
OdpowiedzUsuńAle o co ci chodzi? :(
OdpowiedzUsuńJa tylko zgadzam się z autorką
Proponuję Autorce bloga wprowadzenie Obowiązku nicka.
OdpowiedzUsuńDyskusja będzie bardziej przejrzysta.
Jeden Anonimowy dyskutuje z drugim Anonimowym, a Ci znowu są krytykowani przez trzeciego Anonimowego...tylko który jest interlokutorem? Nie wiadomo.
Pozdrawiam. I czekam na następny Temat,
Anonimowy,
OdpowiedzUsuńco rozumiesz poprzez poznanie religii katolickiej od 'kuchni'? Czy na religii tak jest? Czego młodzież się uczy? Sądzę, że praktyczniejsze byłoby religioznawstwo prowadzone przez specjalistów, którzy potrafiliby przekazać idee wielu religii występujących na świecie. Taka wiedza na pewno okazałaby się przydatna w życiu.
Aniu,
OdpowiedzUsuńdziękuję. Mam 21 lat i potrzeba zmiany otaczającej rzeczywistości towarzyszy mi 'od zawsze' (z nasileniem na sferę edukacyjną). Mam nadzieję, że znajdzie się więcej osób z podobną ideą (niekoniecznie zgadzających się z moimi poglądami, wszystko można omówić, wybierając to, co najpożyteczniejsze).
Odnajdziesz-siebie,
OdpowiedzUsuńtak, należy przekazywać pewien system wartości (absolutnie się z tym zgadzam), jednak takiego rozwiązania nie znalazłam an szkolnych lekcjach religii.
Zaznaczę, że w swoim tekście nie obrzucam "Kościoła Chrystusowego", podważam tylko sens nauczania religii w szkołach (także biorąc pod uwagę korzyść dla katolików wynikającą ze zmian w tym zakresie).
OdpowiedzUsuń(dzisiejszy numer 'Wprost' poświęcony jest kościołowi, znajdują się także informacje odnośnie nauczania religii; myślę, że godne polecenia).
OdpowiedzUsuńJestem za tym ,żeby nie było religii w szkole niech będzie religio znawstwo/ etyka. Konstytucja mówi o rozdziale państwa i Kościoła oraz ,że wszystkie religie obywateli RP są równe wobec prawa i wobec siebie oraz ich wyznawcy . Kto jest katolikiem niech chodzi na religię - zapraszamy do kościoła, kto wierzy w Buddę do ich świątyni, kto wierzy w Latającego Potwora Spaghetti zapraszamy do kuchni itd. Osobiście od liceum (wreszcie) nie musiałem uczęszczać na religię ( moi rodzice są wierzący a ja jestem ateistą), nie musiałem się męczyć z nawiedzoną katechetką - zachwalała antykoncepcję 'kalendarzyk' zwaną 'watykańską ruletką' itp. Równocześnie jestem za usunięcie znaków i symboli religijnych z urzędów, szkół etc. gdyż do tej samej klasy razem z 'prawdziwymi Polakami' (tz. tylko pod tym znakiem Polak Polakiem) chodzą Wietnamczycy, Chińczycy, Białorusini, Arabowie, Romowie, Żydzi i czemu mają być pokrzywdzeni skoro żyją w państwie demokratycznym [niech ktoś zaraz nie wyskoczy z tekstem ,że w demokracji rządzi większość, odsyłam do wikipedii pod hasło demokracja]
OdpowiedzUsuńalbo wstawiamy każdy możliwy znak religijny do urzędów/szkoły/ i wszyscy będą równi to jest konstytucyjne prawo!
pozdrawiam Emas
Sandro, masz rację, musimy zachować pozory żeby ci nikczemni katole nie mogli się czepiać ;)
OdpowiedzUsuńW dyskusji o obecności religii w szkole widzę pewną nieszczerość, żeby nie powiedzieć - obłudę, po obu stronach. Zwolennicy, w tym strona kościelna, nie mówią, że katecheza w szkole stwarza możliwość objęcia nią większej liczby dzieci i młodzieży. Wyprowadzenie lekcji religii poza szkołę, zmniejszyłoby automatyczne frekwencję. Po prostu mniej dzieci i młodzieży przychodziłoby po nauki, bo do tego potrzebna byłaby jakaś aktywność, chociażby motoryczna.
OdpowiedzUsuńZ drugiej strony, ilu jest przeciwników katechezy w szkole i kościoła katolickiego, którzy i tak wysyłają swoje dzieci na lekcje religii ? Tak na wszelki wypadek. Ilu jest młodych, zbuntowanych przeciw kościołowi, którzy potulnieją w momencie gdy trzeba wziąć ślub ? Mamy duży kłopot z określeniem naszej tożsamości światopoglądowej. Katolicy-ale nie za mocno, ateiści-ale nie zupełnie.
Emas,
OdpowiedzUsuń"Konstytucja mówi o rozdziale państwa i Kościoła oraz ,że wszystkie religie obywateli RP są równe wobec prawa i wobec siebie oraz ich wyznawcy." - to zdanie powinno mówić wszystkim, że zmiany są konieczne, jak najszybciej.
Anonimowy,
OdpowiedzUsuńnie zarzucam nic żadnej religii, ani wyznawcom. Rozpatruję problem, nie zwracając na ową kwestię uwagi.
Wiesławie,
OdpowiedzUsuńmasz rację - problem z określeniem świadomości poglądowej jest duży. Może nauczanie religii w salkach katechetycznych, gdzie chodziliby naprawdę zainteresowani, po części rozwiązałby go (bynajmniej u niektórych).
Z ciekawosci, masz zamiar brac slub koscielny?
OdpowiedzUsuńola
Ola,
OdpowiedzUsuńnie lacze spraw zawodowych z prywatnymi, wiec Twoja ciekawosc nie zostanie zaspokojona.
Ale Ola, w kontekście dyskusji, miała prawo zadać swoje pytanie. :)
OdpowiedzUsuńMyślę, że autorka nie odmówi sobie luksusu bajkowej atmosfery w kościele i marszu do ołtarza. Poza tym co by sobie pomyśleli rodzice? Oczywiście domysł może być nietrafiony. Jeśli tak to oczywiście przeproszę.
OdpowiedzUsuńAniu,
OdpowiedzUsuńjak zauważyłaś, staram się nie poruszać prywatnych tematów w dyskusji - w tym wypadku to po prostu nie jest konieczne. Prawo do zadawania pytań ma każdy - natomiast nie na każde pytanie jest odpowiedź.
Bajkowa atmosfera? Niech każdy robi to, co uważa za magię. Dla siebie, nie dla ludzi. Nie dla sąsiadów i rodziców.