Edukacja skuteczna, przyjazna i nowoczesna – ile wspólnego z prawdą ma nagłaśniane przez Ministerstwo Edukacji Narodowej hasło? Może należałoby zapytać, czy łączy je cokolwiek, skoro 93% uczniów nieustannie doświadcza stresu, który najczęściej kojarzy im się ze strachem, lękiem i zagrożeniem?
Oczywistym jest fakt, że wymagania edukacyjne i podejście pedagogiczne powinny być dostosowane do możliwości każdego ucznia. Mimo tego, czynnik ten od lat stanowi brakujące ogniwo w szkołach. Dlaczego dziwi nas pojawiające się coraz częściej: agresja, złość, arogancja czy obojętność, skoro sami systematycznie walczymy o ich rozrost?
Obserwując zachowanie uczniów w bydgoskim gimnazjum, w tym, o którym słyszy się: „totalny syf”, „melina”, z pewnością mogę stwierdzić, że w dużej mierze przyczyną problemów tam występujących, są niekompetentni nauczyciele. Ludzie, którzy na czas prowadzenia zajęć wyrzucili ze swoich słowników wyrazy związane ze wsparciem, pomocą, akceptacją, zrozumieniem. Ci, którzy po pięciu latach studiów, dumnie nazywają się pedagogami, w rzeczywistości nie mając z tą dziedziną zbyt wiele wspólnego.
Już w pierwszych klasach następuję podział „na tych dobrych i złych”. O ile ci pierwsi zbierają piątki, pochwały, biorą udział w zajęciach dodatkowych, drugimi nikt się zbytnio nie interesuje. Przecież „oni i tak tego nie zrobią”. Nie warto więc poświęcać im naszego cennego czasu, nie warto rozmawiać, radzić, wspierać. Cóż dziwnego w tym, że wrzuceni do worka z napisem „Przegrani”, nie robiąc nic, co mogłoby zmienić ich życie na lepsze?
Zagrożenie wypaleniem zawodowym w takich miejscach jest na pewno powiększone. Nie tłumaczy to jednak zachowania nauczycieli, którzy komentują swoje lenistwo i brak zapału tym, że „szkoła jest trudna”. Szkoła nie jest budynkiem, któremu przypisuje się łatkę. To społeczność, którą jesteśmy, to relacje, które kreujemy. Przyznajmy się, jeśli takie działania nam nie wychodzą. Przyznajmy się przede wszystkim przed sobą i pozwólmy robić to innym.
Droga Sandro,
OdpowiedzUsuńporuszasz bardzo ważny problem. Jeśli nauczyciele nie zaczną współpracować nie zmieni się nic! Z ciekawości - czy macie coś, co uczy Was współpracy na uczelni? Kiedyś studenci byli bardzo zintegrowani, a teraz?
Anonimowy,
OdpowiedzUsuńniestety, na uczelni wszelkie inicjatywy związane ze współpracą, wzajemnym wsparciem, pomocą, nie są wspierane. Każdy interesuje się swoim los, ma miejsce walka o oceny... Integracja wydaje się obcym słowem.
przykre, że tak jest. dlatego kończę naukę na studiach i nie wyobrażam sobie, aby moje maluchy miały uczyć się w takim miejscu...
OdpowiedzUsuńNo właśnie, sama piszesz, że już na studiach jesteśmy uczelni walki o swoje, patrzenia tylko na własny czubek nosa, jak w takim razie mamy wspierać dzieciaki w ich walce?
OdpowiedzUsuńPoza tym zapanowanie nad 30 młodych ludzi, którzy od małego są poddawani medialnej edukacji krzywdzącej ich system wartości wydaje się w dzisiejszych czasach rzeczą wręcz niemożliwą. Człowiek jest tylko człowiekiem, nawet nauczyciel walczący o lepsze jutro.
Nie mogę się z Tobą zgodzić w kwestii oskarżeń dotyczących nauczycieli odrzucających "gorszych" uczniów na rzecz "lepszych". Oczywiście istnieją tacy, którzy uczą tylko po to, żeby zarobić (co w sytuacji obecnych płac wydaje się śmieszne), ale jeśli chodzi o tych, którzy świadomie rezygnują z tej gorszej grupy małolatów to wydaje mi się, że jest to bardziej spowodowane wypaleniem, poddaniem się po zbyt wielu porażkach. W skrajnych przypadkach działa tu także strach przed młodocianym narkomanem czy alkoholikiem. Można powiedzieć, że przesadzam, ale niestety, w większości gimnazjów takie są fakty,bo przecież "gorszy" uczeń to nie tylko taki, który woli biegać z kolegami po podwórku i grać w piłkę zamiast uczyć się matematyki, to często są dzieci uzależnione od alkoholu i narkotyków, dla których już w wieku gimnazjalnym największym przeżyciem staje się seks(!). W takich wypadkach zakrawa to już o patologię, ale niestety.
Kto jest winny? Ciężko jest znaleźć ogólny czynnik za to odpowiedzialny a co dopiero skonkretyzować winowajcę.
Poruszasz ciężki temat. I za to Ci chwała. Ale z tym osądem nauczycieli "bez powołania" bym jednak była trochę ostrożniejsza. Bo czy lepiej walczyć z wiatrakami i poświęcać życie dla dzieciaków, które już w tym wieku powinny być w zupełnie innym miejscu niż szkoła, deprawując rówieśników, czy lepiej pomóc tym, które chcą piąć się w górę po szczeblach własnej edukacji?
Magdussek,
OdpowiedzUsuńmyślę, że warto walczyć o zmianę tego miejsca.
Anonimowy,
OdpowiedzUsuńsądzę, że już w szkole podstawowej jesteśmy uczeni egoizmu, nie pracujemy w grupach, zapominamy o tolerancji, szacunki. Z czasem takie zachowania się tylko mnożą, niestety. Skoro nikt nas tego nauczył, popracujmy sami, przekażmy innym takie umiejętności - przecież wiemy, że ich brak jest zły.
Zapanowanie nad 30 dzieci jest bardzo trudne, chyba każdy zdaje sobie z tego sprawę. Jednak ostatnio zauważyłam, że są grupki (5-10 osób), które nic nie robią, bo "oni i tak nie będą robili". Miałam okazję rozmawiać z takim uczniem. Usłyszałam: "A po co pani ze mną rozmawia? Nie szkoda czasu?".
To, że dzieci postępują źle jest tylko i wyłącznie winą dorosłych. Człowiek jest tylko człowiekiem, nie wymagam rzeczy niemożliwych. Popełniajmy błędy, ale zauważajmy je i starajmy się wprowadzić jakieś pozytywne zmiany.
Masz rację co do tego, że gorszy uczeń to zazwyczaj ten, który ma problem z alkoholem, narkotykami, wpadł w złe towarzystwo, jednak wytłumaczenie "strachu" nauczyciela jest nieodpowiednie. Jeśli ktoś nie ma predyspozycji, nie powinien pracować w takim zawodzie, bo jest to krzywdzące właśnie dla takich uczniów. Powtarzam: to nie ich wina, że życie potoczyło się w ten sposób.
Po prostu najwyższy czas, aby to rozwiązywać, zmienić, zacząć działać. Walka ta nie jest 'walką z wiatrakami'. Trzeba pomagać i jednym, i drugim. Nie zawsze efekty przyjdą szybką, nie zawsze one w ogóle będą, ale nie zgodzę się z tym, że należy pomagać tylko tym lepszym.
Tak, ale nie uważam, że nauczyciel który sobie nie radzi po 20tu czy 30tu przepracowanych latach powinien odejść z zawodu tylko i wyłącznie dlatego, ze ma dość pyskówek na lekcjach czy dlatego, że boi się grupki tych, którzy "w szkole rządzą". Dla nauczycieli tez powinna być jakaś pomoc. Nie można oczekiwać od jednej osoby, że zmieni całą szkolną, że tak powiem, "mafię". A tej pomocy nie ma. Czy więc brak reakcji ze strony nauczyciela to rzeczywiście tylko i wyłącznie jego wina?
OdpowiedzUsuńWiem z doświadczenia, że nawet osoby mające coś więcej do powiedzenia w takich kwestiach jak na przykład dyrektor, pedagog, często nawet policja, pozostają bierni. Jak więc poradzić sobie w takich sytuacjach? Czy rzeczywiście nie lepiej starać się chociaż uchronić przed takim losem tych, którzy jeszcze się wahają przed przystąpieniem do tego "złego towarzystwa"?
Szkoła to swoista walka o młode dusze. Tylko kto walczy? Czy rzeczywiście nauczyciel jest tym, który olewa sprawę czy wręcz przeciwnie?
Anonimowy,
OdpowiedzUsuńnie chciałabym, abyś mnie źle zrozumiała. Zdaję sobie sprawę z tego, że nauczyciele nie mają pomocy, że w szkole powinien być psycholog, że bez wsparcia rodziców jest znacznie trudniej... Nie obarczam ich całkowitą winą, nie można zmieniać świata w pojedynkę. Jednak nie mamy wpływu na to, że w naszym państwie nie ma pieniędzy, że do idealistycznych wizji daleko. Dlatego tak bardzo zależy mi na tym, aby nauczyciele zaczęli działać.
Znam osoby, które zmieniają lokalne środowisko, wnoszą do szkół wiele kreatywności, pomagają uczniom. Nie, nie uważam, że nauczyciele powinni być zwalniani za potknięcia - jesteśmy ludźmi, nie robotami. Jednak czy osoba, która udaje, że prowadzi zajęcia, ta, która rozmawia z grupką 5-6 zdolnych uczniów, jest nauczycielem?
Praca w gimnazjach, szczególnie rejonowych, jest trudna. Tam tym bardziej powinni trafiać specjaliści w dziedzinie edukacji.
Zaznaczę jeszcze, że nie piszę o wszystkich nauczycielach, którzy uczą w gimnazjach.
Mi się wydaje, że ta osoba jest nauczycielem.
OdpowiedzUsuńWydaje mi się że to problem z cyklu "dla ciebie szklanka jest do połowy pusta, dla mnie do połowy pełna".Ja podziwiam każdego nauczyciela chociażby za to, że miał odwagę wybrać specjalizację nauczycielską i że codzienne rano zaczyna nowy dzień nakładający na niego obowiązek wykształcenia nowego pokolenia. Jednym udaje się dotrzeć do większości uczniów, mają siłę przebicia aby walczyć o kolejne nowe dusze, inni starają się wykonywać swoją pracę jak najlepiej. Poza tym trzeba pamiętać, że gimnazjum, o którym tutaj mowa to miejsce do którego przychodzi młodzież mająca już wykształcony pewien własny system wartości. Jeśli nie chce słuchać, nie będzie, można próbować raz, drugi, trzeci ale ile można? Moim zdaniem nie tylko ci, którzy mają niesamowitą charyzmę i siłę do walki zasługują na miano nauczyciela. Wątpię czy ta większość o której tu piszesz nie pomogłaby, gdyby takowy uczeń o pomoc poprosił. I pewnie nie raz tej pomocy chciał udzielić, ale został w taki czy inny sposób wyśmiany, wygwizdany, obluzgany, wiesz jak to w szkole. Bohaterem jest ten kto napisze na tablicy "p. (...) to suka". Każdy z nas nie lubi się narzucać. Ale nie uważam, żeby zachowanie dystansu przez magistra polonistyki czy innej dziedziny w gimnazjum było powodem do zabrania mu licencji nauczyciela.
Powołanie ma każdy, kto wybiera specjalizację nauczycielską, z takiego założenia wychodzę. Chociaż bywają przypadki, że pewnych wyborów dokonujemy wbrew sobie, ale to inna bajka. Natomiast każdy z nauczycieli w inny sposób swoje powołanie wykorzystuje. Tak jak pisałam na początku - ja widzę szklankę do połowy pełną, Ty do połowy pustą, i nie zamierzam Cię za to krytykować. Ja po prostu w kwestii nauczycieli w gimnazjum byłabym po stokroć ostrożniejsza z wydawaniem o nich sądów.
Anonimowy,
OdpowiedzUsuńdla mnie słowo "nauczyciel" jest zobowiązujące.
Nie podziwiam nauczycieli za to, że odważyli się wykonywać ten zawód. Analogicznie, nie podziwiam kierowcy, któremu marnie idzie prowadzenie auta czy kontrolera biletów, który boi się podejść do grupki młodzieńców. Chęci są ważne, ale w przypadku zawodu nie oceniajmy "chciałem", lecz "próbowałem, starałem się, zrobiłem". Nie mam tutaj na myśli niezwykłości i czy czegoś niespotykanego - po prostu taki powinien być nauczyciel.
Można próbować wiele razy. A co, jeśli ten dwudziesty raz okaże się strzałem w dziesiątkę?
Wyobraź sobie ucznia, który ma problemy rodzinne. Nie może liczyć na wsparcie bliskich, w szkole jest odtrącany. Większość życia spędza "na ulicy", poznaje nowych kolegów, którzy imponują mu paleniem trawki... Taka osoba miałaby prosić o pomoc nauczyciela? Osoba, którą przez wiele lat nieustannie zawodzili inni? Czy to nie są zbyt duże wymagania?
Nie napisałam, że za błąd mamy zabierać licencję nauczyciela. Podkreślam, że popełnia je każdy, ale powinny przebijać pomiędzy nimi chęci, które niezbyt często zauważam.
Niestety, takie założenie jest mylne (mówię o obecnych czasach, bo z opowieści innych wiem, że kiedyś właśnie tak było). Studia nie są czymś wyjątkowym, ukończenie ich nie stanowi problemu. Niestety, zawód ten wykonują także ci, którzy kompletnie się do tego nie nadają.
Podkreślam, że nie wydaję osądów na temat wszystkich nauczycieli.
Prawdą jest, że wielu nauczycieli Nie Powinno nimi być.
OdpowiedzUsuńWspółcześnie główną przyczyną jest fatalna rekrutacja do tego zawodu. To w znacznej liczbie odpady z trudniejszych kierunków, albo absolwenci różnych Dziwnych Uczelni z Głuchych Dolnych.
Prawdą jest, że Gimnazjum jest najtrudniejszym poziomem w edukacji.
Jest to skutek fatalnej reformy, która ten poziom powołała do życia. Trzy lata najtrudniejszego okresu rozwojowego wyrwane z ciągłości procesu dydaktycznego i wychowawczego. Przed reformą ten okres młodzież spędzała w znanym sobie od dziecka miejscu, ze znanymi sobie nauczycielami i Tym Nauczycielom była Znana. Trzy lata w Nowej szkole to za mało by się Nawzajem dobrze poznać.
Rodzice też są zagubieni.
Prawdą jest, że nie wszyscy nauczyciele radzą sobie z pracą z młodzieżą.
Po prostu nie nadają się do Tego Zawodu.
Często pada z ich ust: "nauczyciel to też człowiek". Ale najczęściej wtedy, gdy biadolą nad swoim losem lub są krytykowani.
Nauczyciel to Przede Wszystkim człowiek. Niech więc jak człowiek rozmawia z uczniami, niech jak człowiek z nimi żartuje, niech jak człowiek rozumie, że uczniowie to też ludzie, niech jak człowiek Wymaga, niech jak człowiek Daje.
Prawdą jest, że Prawdziwych Nauczycieli jest wielu.
Oni najczęściej nie poniżają się do żenujących dyskusji na temat ich " Ciężkiej Doli" i masy obowiązków oraz wysokości uposażenia, które nota bene wyraźnie się różni w dużych miastach i Polsce prowincjonalnej.
Oni robią Swoje.
Wspomnienie-marzenie-postulat o nauczycielu prawdziwym-z-powołania jest bardzo szlachetny. Ale dobrymi intencjami jest wybrukowane piekło. To są nasze odwieczne marzenia-złudzenia o: tylko życzliwych sąsiadach, wygranej w totolotka, idealnych kochankach, rodzinie jak przy wigilijnym stole, klasie, w której są tylko grzeczne dzieci, kierowcach z wyobraźnią, jedenastu super-piłkarzach, itd., itp.
OdpowiedzUsuńProponuję przyjąć inne założenie: nie ma nauczycieli dobrych lub złych - są dobrze lub źle zarządzani i wykorzystywani. To bardziej pasuje do armii 600 tysięcy ludzi. Jak to się dzieje, że ta sama drużyna piłkarska, po zmianie trenera, zaczyna grać diametralnie lepiej lub gorzej niż dotychczas ? Jak to się dzieje, że przeciętna orkiestra potrafi zagrać wspaniale pod batutą innego dyrygenta ? Jak to się dzieje, że ci sami pracownicy, przestają kraść i obijać się, po zmianie dyrektora i wprowadzeniu nowych zasad pracy ? Analogia nie jest tu prosta, bo drużyna sportowa, orkiestra lub firma handlowa to, w porównaniu ze szkołą, bardzo proste organizmy.
O jakości, skuteczności organizacji, firmy, szkoły decydują następujące czynniki: system (zasady+cele+metody, dowódca, ludzie. Ważna jest taka kolejność. Niewłaściwy system nie pozwoli nawet najlepszym dyrektorom i nauczycielom na rozwinięcie ich potencjału. Zły dyrektor potrafi zepsuć najlepszy system z najlepszymi ludźmi. Tylko synergia tych trzech elementów pozwoli na właściwe działanie szkoły. W każdym człowieku istnieje potencjał do wykorzystania. Zadaniem systemu i jego dowódców jest wydobywanie tego potencjału. Obecny system i jego dowódcy tłumią potencjał nauczycieli, a tym samym tłumią potencjał tkwiący w uczniach. Dlatego jest tak dużo "złych" nauczycieli.
Natomiast zgodzę się z jednym postulatem: dowódcą-dyrektorem szkoły powinien być nauczyciel-lider z powołania.
Dyrektorzy rekrutują się ze środowiska nauczycielskiego. Zatem Takiego jakie Jest - w znacznej mierze Bardzo Przeciętnego.
OdpowiedzUsuńPrawdziwy Nauczyciel - pasjonat pracy z Uczniem najczęściej nie chce się z nią rozstawać.
"W Dyrektory" wędruje często przeciętniak z Plecami w organie prowadzącym szkoły.
Konkursy na Dyrektorów szkół to FIKCJA.
Taka jest rzeczywistość Polski gminnej i powiatowej. Nie tylko dużymi miastami Nasz Kraj stoi. W nich nepotyzm, być może, ma mniejszy wymiar.
Wiesławie, podpisuję się pod Twoim komentarzem.
Realia są natomiast takie, jakie są.
Szczęścia do Ministrów polska oświata też nie ma.
Bardzo sceptycznie odnoszę się do Kolejnej wdrażanej reformy programowej. Jestem niemal pewna, że nie wpłynie ona znacząco na podniesienie poziomu edukacji.
Szkoła stoi nie tylko Programem, ale przede wszystkim Nauczycielem. A jest, jak jest.
Nie pomoże na pewno Napływowi Mądrych ludzi do tego zawodu zaglądanie nauczycielom do portfela i Publiczne wytrząsanie się nad wielkością Ich uposażeń, przez ludzi nie mających zielonego pojęcia o Ich pracy.
Ania,
OdpowiedzUsuńjeśli chodzi o rekrutacje, całkowicie się z Tobą zgadzam. Uczelnie w dzisiejszych czasach 'walczą' o studentów, więc przyjmują - na mniej popularnych kierunkach - wszystkich. Wymagania są żenujące.
Gimnazjum rzeczywiście jest trudnym poziomem edukacji, jednak skoro już zostaliśmy postawieni przed takim faktem, trzeba jakoś temu zaradzić. Narzekanie na trudny zawód nic nie zmieni.
Wszystko sprowadza się do tego, że uczą Ci, którzy uczyć nie powinni.
Wiesławie,
OdpowiedzUsuńTwoje podejście jest bardzo dobre, ale tutaj także trzeba byłoby wprowadzać zmiany 'odgórnie', co w naszym kraju jest bardzo trudne. Jak wybrać dobrego dyrektora, skoro zazwyczaj robi się to za pomocą znajomości?
Miałam okazję pracować w fantastycznej szkole, nad którą opiekę sprawował świetny dyrektor. Rzeczywiście, rozmyło się tam wiele problemów, które obecne są w innych szkołach.
Problemem jest także to, że nie inwestuje się w edukację nauczycieli (czy 50 godzin wykładów z zakresu pedagogiki i psychologii to wystarczająca ilość?).
Ania,
OdpowiedzUsuńżadna reforma oświatowa nie przyniesie rezultatów, jeśli wprowadza się ją bez odpowiedniego przygotowania. Mam nadzieję, że takowego w Polsce się kiedyś doczekamy.
Dyrektorzy to ważny element, jednak wpływ na niego mamy zdecydowanie mniejszy (kolejny raz pojawia się nadużywane ostatnio słowo: znajomości).
Sandro Miła!
OdpowiedzUsuńDlatego mój Szacunek wielki dla pomysłu założenia tego bloga. Przede wszystkim z uwagi na Twój wiek i plany związane z Prawdziwym Nauczycielstwem.
To balsam na moje uszy i oczy. Mam nadzieję,że nie jesteś w swych Poglądach osamotniona.
W poprzednich komentarzach odbiegliśmy nieco od meritum Twojego tekstu.
Wracam do niego.
Jak się ustrzec od od wyraźnego różnicowania na lekcjach uczniów tych "lepszych" i tych "gorszych"?
Po prostu - Przychodząc na lekcję należy mieć coś Interesującego do powiedzenia, zrobić to w sposób skupiający uwagę odbiorców (łatwe, jeżeli rzecz interesująca),czas ZAPEŁNIĆ aktywną pracą uczniów i... mieć w zanadrzu Coś, co na pewno zaciekawi większość podopiecznych, gdy zorientujesz się, że coś Idzie nie Tak.
Po prostu do lekcji należy się Przygotować.
Tego nie robi pewna część nauczycieli. Tego nie rozumieją "wyliczacze" czasu pracy nauczyciela.
Rzadko się zdarza, że na lekcji Dobrze Zorganizowanej uczeń słabszy, gorszy, leniwy, zbuntowany, nie zainteresowany "z zasady" będzie zajęcia ignorował, czy wręcz świadomie dezorganizował.
Tak się będzie działo najczęściej nie z powodu "nielubienia" przedmiotu, ale z powodu Nie Akceptowania nauczyciela.
Nauczyciel jest akceptowany, gdy jest Sprawiedliwy (szerokie pojęcie), gdy daje poczucie, że na zajęcia przyszedł, by uczyć Wszystkich.
Różnicować może Oceniając, bądź Dostosowując wymagania.
Ale to jest wysiłek, który nie przez wszystkich nauczycieli jest podejmowany.
Dobry nauczyciel nie popada w skrajności. Powinien starać się być Obiektywnym (jakie to trudne!)
Dobry nauczyciel widzi geniuszy, przeciętniaków i tych "trudnych". Ważne: widzi Dyskretnie.
Nie gloryfikuje pierwszych, nie ignoruje drugich i nie poniża trzecich.
Robi Dobrze swoja robotę.
Wierz mi, Tacy są. Mam nadzieje, że w Twoim pokoleniu będzie Ich " mrowie, a mrowie".:)
Też mam pytanie: skąd wziąć tych "dobrych-prawdziwych-z powołania-uduchowionych" nauczycieli ? Czy to nie jest pobożne życzenie ? Życzenie, które zaciemnia obraz rzeczywistości i odwraca uwagę od realnych możliwości modyfikacji szkoły ? Dlatego proponuję zapytać: jak zmieniać system i co zrobić żeby nauczyciele z powołania zostawali dyrektorami szkół ?
OdpowiedzUsuńCzy można zmienić system nie-odgórnie ? Można, na wiele sposobów. Przykład: ocenianie kształtujące. Wprowadzenie tego systemu pracy zmienia szkołę, zmienia nauczycieli.
Współczuję nauczycielom z powołania pracującym w obecnym systemie, systemie opartym na wtłaczaniu wiedzy, presji na wyniki, zasadzie 'nie podpaść' i trzyletnim przygotowywaniu do sądu ostatecznego. Czy nauczyciel z powołania może pracować w takim systemie z czystym sumieniem ?
Czy nauczyciel z powołania to zawsze Dobry nauczyciel?
OdpowiedzUsuńCzy obecny system przeszkadza Nauczycielowi pracować z czystym sumieniem?
Czy zmiana obecnego systemu jest możliwa bez Rewolucji (taki żart)? Biorąc pod uwagę, że w ostatnim dwudziestoleciu co rzad, co opcja, to reforma gorsza jedna od drugiej?
Czy możliwa jest zmiana systemu oddolnie w dzisiejszej polskiej Rzeczywistości?
Czy ocena kształtująca (jestem za) ma obecnie szanse być Obiektywna? Ilu jest takich, którzy ocenią Sprawiedliwie?
Uważam tak: Do zawodu wreszcie powinni trafiać ludzie Mądrzy, a nie Gamonie. Uczelnie na kierunki pedagogiczne powinny przyjmować jednych z lepszych, a nie "byle jaki, byle był". Żaden system nie nauczy półinteligenta odpowiedzialnej pracy z młodym człowiekiem.
Powiem więcej: tacy Uczniowie, jacy Nauczyciele.
Nadzieja w takich, jak Szanowna Bloggerka.
I to by było na tyle! Na razie. :))
"Szkoła nie jest budynkiem, któremu przypisuje się łatkę."
OdpowiedzUsuńzgadzam się!
Aniu,
OdpowiedzUsuńdziękuję za wspierające słowa. Mam nadzieję, że moje wpisy pozostaną przez długi czas balsamem, o którym wspomniałaś.
Przygotowanie do lekcji zajmuje sporo czasu, jednak efekty, które się obserwuje (choćby zadowolenia na twarzach dzieci, cisza, aktywne uczestnictwo w zajęciach, podziękowanie...) wszystko wynagradzają. Poczucie, że zrobiłam coś dobrego, jest fantastyczne!
Niestety, w moim pokoleniu takich nauczycieli także niezbyt wielu, jednak wierzę, że ci 'prawdziwi' znajdą swoje miejsce w szkołach.
Wiesławie,
OdpowiedzUsuńwystarczyłoby zainwestować w ich kształcenie. To chyba także poważny problem w naszym kraju.
Także sądzę, że zmiany należy wprowadzać w środowisku lokalnym, powiększając sukcesy edukacyjne. W tym wypadku jestem pewna, że od razu wszystkiego zmienić się nie da.
Sandro. Jestem za, pod warunkiem, że właściwe kształcenie adeptów zawodu nauczycielskiego jest częścią właściwego sytemu edukacji, a nie osobną wyspą. To nie dotyczy tylko oświaty: słabo wykształcony człowiek ma duże szanse na sukces w zdrowej organizacji-firmie-szkole. Świetnie wykształcony człowiek ma małe szanse na odniesienie sukcesu w chorej organizacji-firmie-szkole. Warto byłoby zacząć od zbadania fundamentów szkoły: z czego są zrobione, w jakim są stanie ?
OdpowiedzUsuńMyślę,że szkoły będą szkołami jak zadomowi się w nich pojęcie "człowiek integralny".
OdpowiedzUsuńCzłowiek integralny - świetne ! Tak !
OdpowiedzUsuńJest jeszcze kwestia współpracy nauczycieli z rodzicami. Wiele zaczyna i dzieje się w domu. Znałem wiele ludzi którzy mieli znakomite warunki do nauki w sensie materialnym i psychicznym (brak patologii w rodzinie) a jednak nie uczyli się, byli z 'marginesu'. Bo nie czuli sensu nauki, rodzice ich do tego nie zachęcali ani nie tłumaczyli po co to. Mieli tylko pretensje do samych nauczycieli za nieskuteczność. Uczyć należy chyba również rodziców. ps. słowa o elementach mojego autorstwa, pozdrawiam :)
OdpowiedzUsuńWiesławie,
OdpowiedzUsuńmasz rację, tak być powinno, do tego dążymy.